Podoba mi się ten utwór. Tak, dobrze, że są tu tacy twórcy. Tacy czujący ten pomost między przeszłością a teraźniejszością. W naszym kraju ten pomost nigdy się nie kończy. Już romantycy pod koniec życia widzieli śmieszność tego wszystkiego i samych siebie z młodości, nachodziły ich też gorzkie refleksje. Ale stworzyli bycie tutaj. Może dla tego, że pierwsi się tak postarali. Można kontestować przeszłość i romantyzm, ale nie można od niego uciec, można go tylko przetwarzać. Nie można mówić, że to jest zaścianek, bo czym innym wtedy byśmy wyróżniali się na tle innych ludów? Czy cały czas starać się np. być bardziej angielskim, niż Anglik, co zdarzało się tubylcom w republikach kolonialnych. Właśnie taką poezję lubię, która oczywiście nie odtwarza, tylko przetwarza naszą romantyczną, refleksyjną naturę. Chcę też wierszy o pogodzeniu się z cierpieniem, a przynajmniej próbie, bo w optymizm nie wierzę. Bo jest zbyt wiele cierpienia na świecie. Myślę, że zdarzają się autorowi potknięcia "konstrukcyjne", ale rozwija się. Ideologia jeśli wiersz nie jest całkiem zepsuty, zawsze jest tylko kontekstem dla spraw większych. Więc poeta z założenia nie może być ich wyznawcą, bo poezja jest niejednoznaczna, ideologia zaś musi być jednoznaczna. Wiersze czysto ideologiczne są więc raczej manifestem, a nie poezją. Mam nadzieję, że na Rubikonie takie manifesty się nie trafią, a u autora nie widziałam takich.
Maja Hypki Sprawdziłam i ja nie mam problemu z zalogowaniem się. Próbowałeś skorzystać z opcji przypomnij hasło? Czy mail się zmienił? Jeśli będize dalej problem przyślij maila na adres klubu.
Maja Hypki Dostrzeganie prawdy w najprostrzych słowach wymaga dojrzałości. Młodość chce wszystko zmienić, zburzyć, wierzy że odkryje coś, czego nikt nie odkrył wcześniej. I nagle okazuje się, że ląduje się w tym samym miejscu co wszyscy, przez wieki. Bez względu na czasy, zmianę moralności, postęp techniczny, prądy w kulturze itp. Okazuje się, że ci, kórzy mówili, że problemy człowieka są odwiecznenie nie gadali kacapołów, bo nie byli twórczy. Że to prawda i ta prawda nie jest odkrywcza, a przez to piękna. Nie jest tragiczna, jest smutna i gorzka. Młody twórca dotyka tego przez przypadek, dojrzały już to wie i staje przed najcięższą próbą w swej twórczości. Jak banalną prawdę opisać w sposób nie banalny. A jako człowiek, co wydaje mi się ważniejsze od bycia twórcą, jak z tym żyć. I każdy, nie ważne jak szczelnie wypełnił sobie życie sprawunkami musi na to w końcu odpowiedzieć. A twórca ma ulgę, bo może o tym napisać wiersz. Zły, czy dobry, daje iluzję wyrwania się z korowodu, z którego nie ma ucieczki. Więc pisanie niczego nie zmienia, jest strategią na przetrwanie. Czy lepszą, czy gorszą, tego może się nie dowiem, bo wymaga czegoś więcej niż dojrzałości. Kresu życia, gdy już wszystko co było dostępne do sprawdzenia się sprawdziło. Ale wtedy znów, podobnie jak w młodości, człowiek jest najmniej szczery wobec siebie. Być może niepokój to jedyna właściwa reakcja na świat, w sensie szczerości, ale jak niepraktyczna, bo jak ciężko z tym żyć. Więc zabić niepokój sprawunkami czy poezją? Każdy zaglądając do tego klubu podjął decyzję.
Maja Hypki Interpunkcję zawsze można poprawić. A dialogi? Kojarzy mi się strumień świadomości. Zawsze można coś dopracować, ale przystępność dla czytelnika nie powinna być głównym wyznacznikiem tworzenia dzieła. Choć zdania na ten temat zawsze będą podzielone.
Maja Hypki To taki utwór, który ma szansę stać się "klasyką". Świetny do cytowania. Bardzo mi się podoba.
Maja Hypki Dlaczego poezję traktuje się inaczej niż np. rzeźbę czy malarstwo? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ poezja wywodzi się z tego, co potrafi każdy z nas. Nie z pisma, bo istniała zanim powstało pismo, w tradycji ustnej, ale z mowy. A każdy z nas (poza gronem osób niepełnosprawnych oczywiście, ale mala liczba) potrafi mówić. Oczywiste jest, że nie każdy umie malować, rzeźbić, grać na jakimś instrumencie, ale każdy mówi. Mowa powstała po to by wyrazić drugiemu człowiekowi to co się myśli i czuje, przy czym musiały od razu powstać zasady, jeśli miała być kodem zrozumiałym dla danej grupy ludzi. I choć można określić wspólne zasady wszystkich języków, to tak naprawdę tych zasad jest bardzo mało. Czytałam nawet o o językach opartych na gwizdaniu, całkiem niepodobnych do naszego polskiego. Mowa więc od razu była też czynnikiem nie tylko scalającym, ale niemal od razu dzielącym ludzi. Ten, kto posługiwał się obcym językiem, zwykle stawał się wrogiem. Ludzie zaczęli też wybierać spośród siebie tych, którym łatwiej było składać i wymyślać słowa niż innym. Dzięki temu mogli od nich przejmować kalki językowe. I dla tego sztuka słowa nie istnieje bez odbiorcy, dla odbiorcy została stworzona. Szybko i tu włączył się element łączący, a zarazem dzielący ludzi. Różne grupy zaczęły wyodrębniać się ze społeczeństwa poprzez osobny język, niezrozumiały dla przedstawicieli innych grup. Tak powstały języki różnych profesji i oczywiście język elity. I tu dochodzimy do odwiecznej opozycji między kulturą niską i wysoką (nie wartościuję, tylko niska i wysoka pozycja społeczna). Warstwy niepiśmienne nie miały Basiu wyboru o którym piszesz, czyli nie znały zasad tworzenia sonetu itp. bo znać nie mogły. Nie znaczy to, że nie tworzyły poezji. Mieli ci ludzie bowiem takie same uczucia. Stworzyli zresztą własne gatunki. Do poznania elitarnych trzeba było pokończyć szkoły, do których osoby z poza elity nie miały wstępu. Ale czy tylko chodzi o szkołę? Otóż nie. Teraz żyjemy i w poprzednim wieku też żyliśmy w czasach powszechnej edukacji na poziomie podstawowym, a gdy ktoś ma wystarczająco samozaparcia to może będąc biednym skończyć i uniwersytet. Tyle, że to zwykle nie wystarczy. Kod kulturowy elity jest tak rozbudowany, że nie da się go opanować tylko w szkole. Pewne odwołania i zasady trzeba po prostu wynieść z domu. Po to te zasady powstają. Oczywiście można też to gigantyczną pracą nadrobić poza szkołą, czytając kilogramy książek i... przebywając z odpowiednimi ludźmi. Zresztą poeci i pisarze to zwykle tylko robią, są z ubogich domów i całe życie czytają i zabiegają o uwagę odpowiednich ludzi (mają po prostu więcej determinacji niż inni). Dwóch uczniów może być tak samo inteligentnych i kreatywnych, lecz tylko ten z w miarę inteligenckiego domu dostosuje się do norm obowiązujących w szkole. To tak jak test inteligencji afrykańskich dzieci. Kiepsko liczyły na liczbach (bo się nimi nie posługują, nie chodzą do szkoły), ale gdy te same działania robiły na pieniądzach (którymi od małego się posługują) liczyły równie dobrze, a nawet lepiej niż w europejskie dzieci. Ale w testach są liczby. I teraz pytanie, co zostaje uznane za najlepsze? Kim są ci spośród nas, którzy najlepiej składają słowa? To ci, którzy spodobają się najszerszemu kręgowi odbiorców, ci co najlepiej "trafią w punkt". Jeśli ktoś wyrazi myśli, których nikt, prócz niego nie zrozumie (co czasami dzieje się z myślami osób psychicznie chorych) to wpadną one w próżnię i zginą. Ale są dwa rodzaje zwycięzców. Ci namaszczeni przez masy i ci namaszczeni przez elitę. Ci pierwsi nie mają wyboru, bo nie czują zasad i gustów elity. Ci drudzy też nie nają wyboru, bo jeśli wybiorą komercję, zostaną wyklęci z grona Wielkich Artystów (a często potem w komercji odnaleść się nie mogą, bo jednak okazuje się, że również tu nie jest łatwo "trafić w punkt"). Poezja jest ukoronowaniem prób człowieka w dziedzinie tworzenia mowy. I choć elitarne grono zajęło wszystkie poetyckie wydawnictwa i periodyki, jest też poezja mająca masowego odbiorcę. Gdzie jest "szmuglowana"? A no w piosence, takiej jak w hicie ostatnim "Ona tańczy dla mnie". Tak było, jest i będzie. Bo jest też odwieczna sinusoida, którą rysuje się na polskim w szkole podstawowej. Jak sądzę teraz czas racjonalizmu się kończy. Znów elity intelektualne się skurczą (dlatego tak słabo idą tomiki poezji), a elementy kultury masowej wnikają do elitarnej, jak dawniej np. romantycy docenili ludowość. Nie ma co nad tym płakać. O ile świat się nie skończy, pewnie znów się to odmieni, choć nie za naszego życia. Warto zaznaczyć czym te dwa światy słowa się różnią. Ta masowa od czasów starożytnych jest taka sama, wciąż te same figury, odwieczne problemy, niezmienność ludzkiego losu. Ale to właśnie jest chyba sedno naszego życia, skoro wciąż się to powtarza. To jest prawda o człowieku i takie i tylko takie historie można przeżyć. Natomiast ars poetica od starożytności zajmuje się tworzeniem skomplikowanych zasad, jest zmienna. Jej zasady wydają się "odwieczne". Ale "obrazoburczy" buntownicy je obalają, by za chwilę stać się klasykami. Czemu tak jest? Nie opowiada ta poezja o tym, co przeżywa "każdy", ale "ten jeden i wybrany". Jest to przełamywanie tego, co w nas odwieczne, szukając czegoś innego. Heroiczne zadanie jak lot Ikara, a prawdopodobnie uderza w pustkę, gdyż nic nie ma poza: "Ja uwielbiam ją, Ona tu jest i tańczy dla mnie, bo dobrze to wie, że porwę ją, i w sercu schowam na dnie" i nic więcej się za tym nie kryje. Ale pewności jednak nie ma. Ten los bywa osłodzony uznaniem przez grono podobnych i sławą "nieśmiertelną" wśród następnych pokoleń straceńców. Ale zwykle bywa goszkim niespełnieniem i niezrozumieniem. Wszak mowa powstała by łączyć, ale natychmiast podzieliła ludzi.
Maja Hypki Z utęsknieniem czekam na nowe utwory.
Maja Hypki Zbliża się jesień za oknem. Lubiłam wiersze o przyrodzie. Może jakiś nowy kiedyś?:)
Maja Hypki Jak zwykle w wakacje. Mam przynajmniej nadzieję, że jak zwykle. Poeci latem zdobywają doświadczenia, by potem miec o czym pisać:)
Maja Hypki Podoba mi się ten utwór.
Maja Hypki