Choć zamiarów mam już kupę
Powinności szczypią w duszę
Lecz tak trudno ruszyć d…
Lecz niestety czasem muszę!
Pies mi wciska wciąż piłeczkę
Przecież szkoda mi zwierzaka.
Gnuśnie biorę więc laseczkę
I od krzaka marsz do krzaka.
Może by tak po powrocie
To i tamto z miejsca ruszyć
Lecz są tego takie krocie
Więc czy warto kopie kruszyć?
Może lepiej coś wymyślać.
Złożyć zadek w miękki fotel.
Nową listę zadań zrobić
Które skreślać można potem.
Tak mijają puste chwile
Paczka zadań ciągle puchnie
Może jutro będzie milej
Chyba że coś w końcu gruchnie.
Gdy dopadnie mnie sumienie
Tu i tam coś czasem dłubnę.
To lek na uspokojenie
Ale dla mnie wielce chlubne.
Lecz zdarzają się momenty
Fizjologii to zagadka
Cud się zdarza niepojęty
Wszystko idzie mi jak z płatka.
Cóż, energia szybko znika
Gnuśniak z kąta wstrętnie skrzeczy
Więc na ganku się zamykam
Aby z książką dalej grzeszyć.
autor: Jacek Janota-Bzowski
ostatnia modyfikacja: 2025-07-19
Ta praca należy do kategorii:
Komentarze (0):