Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

NIESKOŃCZONOŚĆ

Może napiszę dzisiaj kolejny wiersz o egzystencji

Zlutuję słowa i myśli w leżący liść na chodniku

Co będzie z tego czy porwie słowa czarna wichura

Czy podróż międzyplanetarna płomieni spali wiersz

 

Może i tak ale przecież spalamy się każdego dnia

Projekt krajobrazu plan i pomyłka westchnienia

Nagła przybita do ściany ulotka pragnień

Zerwana dla próżności zburzony młyn załamania

 

Może martwe ptaki wzbiją nas pod płaszcz ziemski

Gdzie Hades w podziemnym prawdziwym świecie

Powie nam i nauczy podejmować właściwe decyzje

Charon przeprawi nas przez Styks do miasta ruin dusz

 

Może pojmę całą zabagnioną przeszłość

Żywą czy martwą wtedy? W popiół i malachit zmienię

Kolor moich oczu bielmem zmęczenia przebitych

Wyrwą mi białe kruki o czarnym spojrzeniu śmierci

 

Może ktoś znajomy będzie tam ze mną poznawał

Wytrzymałość duszy bez ciała na siłę rozdartą całość

Dzisiaj nie istnieje czas nie ucieka już tam

„Boska komedia” będzie mi przewodnikiem

 

Może komedia to horror w naszym świecie

Koniec wiem pisałem o tym wiem i boję się

Pustki i nowego życia nieznanych krain i ludzi

Które gdzieś czekają i są na pewno coś i ktoś jest

 

Może dotrę na samo dno i wyjdę w innej przestrzeni

Żeby nie rozmyślać nie analizować nie filozofować

Nie szukać odpowiedzi na żadne pytania

Nie marzyć nie planować nie śnić bo sny są męczące

 

Może nie powinno być tak że musimy oddychać i jeść

Bez podziałów kultur i myśli bez stwierdzeń wirtualnych

Miliardy nas jest nie znamy się nawet nie wiemy o sobie

Jeśli ktoś nie wie że istniejemy to żyjemy?

 

Może jestem zmęczony wędrówką i rozdrożami

Nie mam siły dźwigać dzień za dniem dzień

Ale żyć nadal chcę nawet teraz kiedy ciebie brak

Tyle spraw papierkowych zerwanych nocy

W natłoku myśli brakuje mi sił na oddech

 

Może jestem zmęczony odzyskiwaniem siebie

Krzykiem wód i mórz w korycie przebiegu

Zaginionych wysp na oceanach spalonych masztów

I prób wydostania się na zewnątrz wnętrza świata

 

Morze kołysze dno korytarza i wybuch wulkanu

W zagubieniu miliona serc spacerujących

Brudnymi chodnikami miast ginę sam

I czarna kałuża zgubień topi mnie w studni swej

 

Może z szalonym przeplotem lat porwij mnie

Wyrwij zabierz melodio moich narodzin

Jestem już zmęczony życiem i strachem

Wołaniem echa i brakiem odpowiedzi

 

Może to już tylko słowa których nikt nie czyta

A ja jeszcze więcej i więcej planów mam

Może spakować to wszystko i oddalić się

Z Syrenami na oceanie dać zabić się zapomnieniu 


autor: Marcin Kwilosz
ostatnia modyfikacja: 2018-01-01




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (0):


komentarze  autor 

 

Jeśli spodobała Ci się ta praca, możesz kliknąć poniższy link, aby dodać ją na Facebook. Jeśli chcesz dodać na Facebook stronę Rubikonu, kliknij "Lubię to!" na stronie głównej.