Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

Szpilki na Giewoncie

Szpilki na Giewoncie

 

Pozostając w niedzielnym klimacie „bezmyślności”, tym razem powrócę wspomnieniami do sytuacji, jaka miała miejsce w jednej z jaskiń Doliny Kościeliskiej – w Jaskini Mylnej. Na marginesie dodam, że jest ona jedną z najciekawszych na terenie polskiej części Tatr. Cechują ją fascynujący układ korytarzy i ciekawe formy skalne oraz niska temperatura. Dlaczego o tym nadmieniłam? Cóż jest to meritum mojej historii…

Jak wspomniałam, całe wydarzenie rozegrało się w górach, w piękny listopadowy dzień. Niemniej wędrując po szlaku czeluści tatrzańskich w pewnym momencie trudno nam było rozróżnić jasność dnia od ciemności, jakie panowały w jaskiniach. Ale co tam, nie to było najważniejsze… chyba, że fakt mojej bezmyślności. Albowiem jako, że mam klaustrofobię, cała eskapada była nazbyt ryzykowna, zarówno dla mnie, jak i dla moich kompanów. Jednak pod namową przyjaciół i chęcią przeżycia ciekawej przygody, dałam się namówić. Szczerze mówiąc/pisząc, to nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej wówczas na tatrzańskim szlaku.

Jednak zacznę od początku

O świcie wyruszyliśmy w stronę pierwszej z sześciu jaskiń, jakie mieliśmy w planie do zwiedzenia. Jaskinia Mroźna, choć nazwą mogłaby odstraszyć, to jednak, mimo późnej pory roku, wcale nie była taka „mroźna”. Może zachwyt, jaki wówczas mnie ogarnął, sprawił, że po pierwsze nie odczuwałam zimna, a po drugie – ważniejsze, że mimo lęku przed przebywaniem w zamkniętych, niedużych pomieszczeniach, wcale aż tak bardzo się nie bałam. Choć przyjaciele do tej pory śmieją się ze mnie, a właściwie to z mojego wyrazu twarzy, gdy opuszczaliśmy jaskinie. Podobno Biała Dama z zamku krasiczyńskiego przy mnie to „pikuś”. Oki niech im będzie, grunt to mieć zdrowe podejście do samej siebie… zresztą, gdy o tym myślę, śmieją się z siebie/a może do siebie… jakkolwiek – i tak jest wesoło. Ale naprawdę zabawnie zacznie się dopiero później.

Otóż, na naszym szlaku przemierzaliśmy kolejne groty i rozpadliny. Każda następna według mnie, była coraz węższa i mniejsza… granice mojej psychiki, już i tak sporo nadszarpniętej (strach jednak wciąż mi towarzyszył), zaczęły sięgać zenitu. Po wyjściu z Jaskini Raptowickiej, definitywnie stwierdziłam, że przy ostatniej poczekam na towarzyszy już na zewnątrz. Jednak na tym stwierdzeniu się skończyło. Bowiem, nim się spostrzegłam byliśmy w wnętrzu Mylnej, której korytarze ciągnęły się na przestrzeni (raczej braku przestrzeni) około 1300 metrów. Jak dla mnie, to o 1300 metrów za długich. I wtedy wydarzyło się to, do czego zmierzam, czyli do ludzkiej bezmyślności. Choć w tym przypadku, to raczej kretynizm do sześcianu. Zresztą sami oceńcie…

We wnętrzu jaskini, znajomi widząc mój strach, wzrastający coraz bardziej z każdą sekundą, pokazali mi niezwykłe dziwo, którego nie zauważyłam z wiadomych względów.

Spokojnie nie była to Biała Dama. Aczkolwiek jej widok, pewnie mniej by mnie zdziwił niż ten, który wówczas objawił się przed moimi oczyma.

Jakaż to piękna krasawica, w stroju nimfy, zwiewnym i opadającym z ciała, w wierzchnim okryciu stóp na szpilce około 10 centymetrowej, lekko stąpała po korytarzy czeluści. Tak przynajmniej mogłoby to wyglądać. Jednak było wprost przeciwnie – jej stąpanie przypominało ciężki żołnierski krok, dość nieudolny – w porównaniu do marszu mundurowych.

Na widok jej stroju oraz sposobu poruszania się w tym, jakże odpowiednim do wędrówek górskich obuwiu (sic!), parsknęłam przeraźliwym śmiechem, a echo jego było słychać chyba nawet po stronie słowackich Tatr.

W tym momencie, zadowolona z siebie, stwierdziłam, że moja głupota w porównaniu do tejże Nimfy, jest znacznie niższych lotów. Tak naprawdę powinnam podziękować białogłowie, że dzięki niej mogłam spokojnie zakończyć wędrówkę po tatrzańskich jaskiniach.

Ot co, cała historia, niby komiczna, ale jakże pouczająca i oczyszczająca. Dobrze, że podobne zjawiska – Krasawice w szpilkach na „Giewoncie” – są równie rzadkie, jak spotkanie Yeti w Himalajach…

 

Kasia Dominik


autor: Katarzyna Dominik
ostatnia modyfikacja: 2017-10-17




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (0):


komentarze  autor 

 

Jeśli spodobała Ci się ta praca, możesz kliknąć poniższy link, aby dodać ją na Facebook. Jeśli chcesz dodać na Facebook stronę Rubikonu, kliknij "Lubię to!" na stronie głównej.