Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

Czarno

18.08.2016  04:00

Czarno
Bar był pełen pijaków, ale i ja byłem już nieźle zrobiony. Lepiej, żebym poszedł do domu, zanim nie będę w stanie zrobić ani kroku. Jeszcze kątem oka zauważyłem tę sztukę przy drzwiach. Znowu tu przyszła. Zerżnąłbym ją tak, że przeszłoby mi to całe wkurwienie na życie. Mijając ją zajrzałem w szparę między jej cyckami. Równo mnie to rajcuje. Jeszcze nie widziałem jej twarzy. To ciało mogłoby równie dobrze należeć do dziecka. Gdybym spojrzał w jej twarz musiałbym ją zaprowadzić do szkoły, a nie zabrać do siebie.
    - Taki z ciebie stróż moralności? - usłyszałem w jednym uchu i zaraz w drugim dał     się słyszeć głos mojej matki:
Ty psie! Odczep się od tej dziewczyny!
Moja matka nigdy nie mówiła do mnie miłych rzeczy lecz trzeba przyznać, że zawsze były one słuszne.

Miałem tego dość i chciałem wyjść stąd jak najszybciej.
Rachunek, proszę!
Tak, jest Kapitanie!
Zapłaciłem z napiwkiem.
Na ulicy było jaśniej niż w barze. Księżyc stał się kandelabrem, a potłuczone szkła odbijały jego światło jak lustra.

Szedłem wolno nabrzeżem podziwiając połyskujące w ciemności morskie fale.
Jestem u steru, a okręt popłynie tam, gdzie zechcę.
Czy naprawdę jestem sternikiem tego okrętu?
Pamiętam jej oczy. Tęczówki mieniące się niczym kamyki mozaiki, przenikające się kolory, jak tęcza wyłaniająca się z samej siebie. Te oczy stały się światem.
Nie nos, nie usta albo nawet całe ciało, którego żaden milimetr nie uszedł moim pocałunkom, tylko jej oczy pozostały w mojej pamięci.
Okręt przybił do brzegu po wielu latach. Nie osiadł na piaszczystej plaży, ani na pokrytym żwirem nabrzeżu. Z trzaskiem uderzył o przybrzeżne skały i rozpadł się na tysiące kawałków. Nigdzie już nim nie popłynę.
Wszyscy mówią, że czerwień jest kolorem miłości, ale to nieprawda. Nie! Kolorem miłości jest czerń. Miłość jest jak lepka, czarna smoła, z której nie mogę się wydostać.

Tak rozmyślając dotarłem do domu. O tej porze matka nie pozwoli mi palić w środku, a ogród jest ścięty mrozem. Zanim więc skręcę do siebie wypalę jeszcze jednego papierosa. Oparłem się plecami o ścianę, zapaliłem papierosa i wciągnąłem dym tak głęboko, jak tylko pozwoliły na to moje płuca.
Kamienie o które się oparłem były bardzo zimne, ale doprawdy, nikt nigdy nie stał za mną tak mocno, jak one.

W pewnym momencie usłyszałem głosy dwóch podrostków dobiegające zza rogu. Dyszeli głośno, najwyraźniej po szybkim biegu.
Stałem tuż za rogiem, nie mogli mnie widzieć. Nie chciałem im przeszkadzać.

-Wyciągaj je, dalej, spiesz się, dawaj!
-Czekaj, złapię oddech...
-Dawaj farby, wyciągnij je wreszcie z tej torby!
-Dość tego! Zaraz spanikuję...
-Dalej, maluj po napisach, nikt nie może ich przeczytać. Spiesz się!
-Nie starczy nam farby, nie zamalujemy wszystkiego...
-Zamaż wszystko na czarno, dawaj, rękami maż! Daj mi też!
-Dobra, rozmażemy czarną farbę po całej ścianie. Albo wiesz co, ja to zrobię, a ty pilnuj czy nikt nie idzie...

Kto zrobił napis i co było napisane? Jeśli ta, dla której był przeznaczony mieszka daleko stąd, to jakie on ma dziś znaczenie?
Cała ulica może go czytać, ale ona i tak nigdy się nie dowie.
Kiedy coś piszesz - lepiej, żeby to było widoczne zewsząd, jak pisanie chmurami po niebie.
Jeśli zrobię taki napis na niebie tu i teraz, to czy będę umiał pokierować chmurami tak, by popłynęły w jej stronę? Jeśli zawładnę wiatrem, czy i las będzie mnie słuchał?
Hej, lesie! Nie zatrzymuj moich chmur. Nie zabieraj ich dla siebie!
Wszystko co napiszę teraz, będzie musiało być widoczne za dnia, kiedy ona obudzi się świadoma. Wszystko co napiszę teraz musi popłynąć do niej i być tam, gdy ona spojrzy w niebo. Wszystko co napiszę teraz musi zajaśnieć bielą na błękicie, a nie pozostawać w cieniu jak szare chmury na czarnym nocnym niebie.

Nagły wystrzał wytrącił mnie z rozmyślań. Zanim podniosłem głowę, wahałem się przez chwilę nasłuchując odgłosów pistoletu. Jeden z podrostków krzyczał : - Spadamy! uciekając w głąb ulicy.
Wtedy zauważyłem głowę tego drugiego podrostka leżącą tuż przy mnie i wystającą zza rogu ulicy. Kula utkwiła mu dokładnie pomiędzy brwiami, a z rany sączyła się czarno-czerwona strużka krwi.
Spojrzał na mnie, zrobił dwa głębokie wdechy dokładnie tak jak ja, kiedy wspinałem się po stromej uliczce do tego miejsca, jednak on w odróżnieniu ode mnie nie zrobił już wydechu. Księżyc zmienił się w iskrę w jego oku.

Policjant z pistoletem minął nas biegnąc.
Nie mogłem powstrzymać się i krzyknąłem:
- Ty skurwielu! Czego chcesz od bezbronnego dzieciaka? On chciał tylko nabazgrać coś na ścianie, napisać kogo kocha albo kim jest.

 

18.08.2016 04:00

 

Siyah

 

Meyhane sarhoş dolu, ben de hallice…Yürüyemeyecek hale gelmeden eve gitmeliyim. Gözüm kapıdakine takıldı. Yine gelmiş. Şöyle hırsımı çıkarana kadar götüresim var şunu. Yanından geçerken meme çatalındaki bene bakıyorum. Erkekliğim o bende kabarıyor. Daha yüzüne bakmadım. Bu beden ancak bir çocuğa aittir ve ğer bakarsam erkekliğim gider, babalığım kalır. O zaman kolundan tutup eve değil, okula götürmem gerekir.

Bekçilik sana mı düştü diyor bir kulağımdaki ses.

Yürü git nefsine şeytan düşmüş it diyor annem diğer kulağıma. Güzel laf etmeyi bilmez de iyi laf eder.

Bir an önce çıkayım buradan.

Hesabı al !

Tamam Kaptan!

Küstürmeyecek kadar bahşişle hesabı ödüyorum.

Sokak meyhaneden aydınlık.Ay, avize olmuş mübarek. Kırık cam parçaları da avizeye ayna.

Ağır yürü. Yakamozun tadını çıkar.

Dümen bende ya nereye dersem oraya!

Dümen bende mi ya.

Gözleri geldi gözümün önüne. Her haresi çakıl taşları işlenmiş gibi, renk renge geçmiş, alkım dolanıp kendine dönmüş, dünya olmuş o gözler…

Burnu, dudakları , santimini öpmeden geçmediğim bedeni değil, o gözleri hep aklımda.

Gemi karaya oturdu. Öyle kuma, çakıla değil , gemiyi paramparça eden kocaman kayalara… Gidemiyorum.

Aşkın rengi kırmızıymış. Ne kırmızısı , siyah , katran gibi yapış yapış, içinden çıkamadığın siyah.

Düşünürken eve yaklaşmışım. Şimdi evde annem içirmez, bahçe desen ayaz, köşeyi dönmeden bir tane daha içip öyle gideyim.Sırtımı duvara yasladım., sigaramı yaktım, ciğerlerim yettiğince çektim. Taşlar soğuk falan da beni böyle sırtlayan kimse olmamış.

Yan duvardan iki çocuk sesi geliyor. Nefes nefese. Duvarın köşesinden bir sokak benim, bir sokak onların. Rahatsız olmasınlar diye bakmıyorum.. Bana dönmeden durdular.

Çıkar hadi çıkar.

Dur bi soluklanalım. Yeter koştuğumuz.

Hadi boyaları çıkar

Yeter yav yeter. Panik ettin beni de.

Yazılmışların üstüne yaz, kapansın.

Bizdeki renkler hepsini kapatmaz ,yetmez.

Siyahla boya siyahla, yetmezse de onların yazdıkları okunmasın. Hadi ellerinle sür. Bana da ver.

Doğru ya. Siyaha bulayalım hepsini. Sen etrafa bak, ben yaparım.

 

Kim ne yazmış acaba. Hele uzaktaysa , yazsan ne yazar Mahalle bilecek , o bilmeyecek. Bana ne faydası var.

Madem yazacaksın her yerden görülmeli. Bulutlara hükmetsem Ben buradan yazsam , ona gidene kadar hükmüm geçer mi. Rüzgarı köle etsem, ormana sözüm geçer mi.

Toplama bulutları toplama kendi etrafında

Yazdığım gün gözüyle görülsün hem. Uyanıkken, ayıkken. Yazdığım o gökyüzüne bakarken gitsin. Mavide beyaz olsun, siyahta gri değil.

Düdük sesi küfrümü araladı. Başımı uzatamadan da kurşun sesiyle duraladım.

Kendi sokağından ileri Hadi Hadi diye bağırarak koştu Hadici.

Bir baş düştü yanıma. Tam alnındaki kaş çatalından vurulmuş, al kara kan sızıyor. Gözlerini dikti gözlerime. Yokuş yukarı içtiğim sigaradan aldığım nefes gibi iki soluk aldı, geri vermedi. Ay gözlerinde yakamoz oldu.

Düdüklü koşarak geçti yanımızdan.

Tutamadım kendimi

Vay Şerefsiz ne istedin el kadar çocuktan.

Ya aşkını yazacaktı ya da aslını.

 

 

 


autor: Setenay Aslı Sopacı
ostatnia modyfikacja: 2016-11-10




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (1):


1. 2016-11-16

Ten tekst bardzo spodobał mi się, już po pierwszych zdaniach wczułam się w jego klimat. Mogę zrozumieć tylko przekład, ale historię zrozumie każdy, pod każdą szerokością geograficzną. Wszędzie kochamy, niestety wszędzie też potrafimy zabijać. Słowa niosą wspomnienia i utrwalają drobne, a w rzeczywistości te najważniejsze zdarzenia, nadając im jakiś sens, choć życie, w obliczu bezsensownej śmierci też wydaje się bezsensowne.


Podpis: (A) Maja Hypki



komentarze  autor 

 

Jeśli spodobała Ci się ta praca, możesz kliknąć poniższy link, aby dodać ją na Facebook. Jeśli chcesz dodać na Facebook stronę Rubikonu, kliknij "Lubię to!" na stronie głównej.