Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

Bliźnięta

Bliźnięta

         Niewielka miejscowość w Bieszczadach, której nazwa nic wam nie powie, od dawna nie gościła ekipy dochodzeniowo – śledczej z udziałem prokuratora oraz medyka sądowego. Lasy, góry, bezdroża, kilka chatynek na krzyż oto sceneria, która towarzyszy tej opowieści. Wstępna informacja mówiła o tajemniczym zgonie dwóch węglarzy w niewielkim domku z bali pod lasem. Ciała mężczyzn, ujawniono przy stole w głównym i jednym pomieszczeniu. Piotr Król siedział na krześle bliżej drzwi i opierał głowę na stole, zaś Paweł Król siedział na przeciwko niego, tylko on z kolei był odchylony do tyłu, tak iż jabłko Adama sterczało ostro do góry. Piotr Król kurczowo ściskał w prawej ręce srebrny imbryk do herbaty z podobizną królowej Wiktorii, piękna angielska robota. Bez dwóch zdań obaj nie żyli od co najmniej dwunastu godzin. O dziwo w pomieszczeniu było bardzo schludnie, na ścianach znajdowały się proste ale solidne półki uginające się od książek z zakresu teologii, fizyki nuklearnej, filozofii, historii, biologii, neurologii, fantastyki naukowej, a na małym biureczku w rogu stał całkiem jeszcze nowy laptop z modem umożliwiającym dostęp do sieci internetowej. Na stole w centralnej części pomieszczenia znajdowały się częściowo puste, częściowo pełne butelki z białego szkła z porcelanowym korkiem, z zawartością białej cieczy. Poznanie organoleptyczne pozwoliło wysnuć wstępny wniosek, iż jest to alkohol, ale czy etylowy, czy metylowy, to miała wykazać w niedalekiej przyszłości ekspertyza z zakresu badań fizyko – chemicznych. Wykonano szczegółowe oględziny, z dużą ilością fotografii, lekarz częściowo obnażył ciała  i dokładanie przyjrzał się denatom. Prokurator Tomasz Kempka zasięgnął wstępnej informacji o zmarłych u miejscowego kierownika komisariatu.

-         Panie Kierowniku to mi nie wygląda na melinę, jak widać po rysach zmarli musieli być braćmi, co pan jako miejscowy może o nich więcej powiedzieć?- zapytał śledczy funkcjonariusza Policji.

-         Panie Prokuratorze bracia Piotr i Paweł Król byli bliźniakami. Ich historia jest niesamowita, ja też nie mogłem w nią na początku uwierzyć, ale zweryfikowałem ją i potwierdziła się w stu procentach.  Otóż bliźniacy pochodzili ze stolicy i niech pan teraz tego posłucha...byli profesorami państwowej uczelni, Piotr był filozofem, a Paweł teologiem. Kilka lat temu jednemu z nich, już nie wiem któremu, zmarła żona, bardzo to przeżył i uciekł w Bieszczady, zdziwaczał, nie minął miesiąc a pojawił się jego brat bliźniak, który zamieszkał w chacie obok. Obaj zamieszkali na odludziu i zostali sąsiadami. Z tego co wiem to strasznie się kłócili, bo Piotr był niewierzący, a Paweł był bardzo wierzący, prowadzili sobie takie tak naukowe dysputy... Dwóch dziwaków...- rzeczowo wyjaśnił kierownik Ignaczak.

-         A z czego żyli ci naukowcy... –indagował prokurator.

-         Obaj nie powiem, nie gardzili robotą fizyczną, krzepę jeszcze mieli, byli węglarzami, wypalali drewno na węgiel drzewny, tu co drugi z tego żyje, ale ja wiem, dowodów nie miałem, ale jeszcze trochę i bym ich zgarnął... Piotr hodował w lesie na polanach marihuanę, może tylko sam ją palił, a może komuś sprzedawał, tego już się od niego nie dowiemy, w popielniczce na  stole jest kilka skrętów, dam głowę że jak to pójdzie do ekspertyzy to wykryją dziewięć – delta – tytrokannabinole. Paweł to z kolei produkował bimber, ponoć jeden z najlepszych w okolicy. Jak się tak spotkali, to każdy brał to co najlepsze, czyli skręty i wódę, siadywali przy tym stole i toczyli te swoje moim zdaniem jałowe gadki, panie to taka mowa trawa, kogo to obchodzi, czy Bóg jest czy go nie ma, ważne żeby do pierwszego starczyło, no nie.- prostacko zakończył kierownik Ignaczak.

-         Panie doktorze no i co możemy wstępnie wysnuć, jest tu zabójstwo, przepraszam dwa zabójstwa, czy ich nie ma..., żona tam na mnie czeka, mam imieniny i trochę rodziny się zjechało, a ten dyżur zdarzeniowy to tak jak zadra w tyłku, rozumie pan...  –zapytał Kempka.

-         Przesłanek do obawy ja tu nie widzę. Mając na uwadze brak jakichkolwiek obrażeń zewnętrznych, ja tu nie widzę przesłanek wskazujących na udział osób trzecich w śmiertelnym zejściu tych panów...ten tego no...Króli, zdaje się Piotra i Pawła...Zresztą w pomieszczeniu panuje porządek, nikt nie zabrał laptopa, ewentualny motyw rabunkowy zatem odpada. Więcej powiem na pewno po autopsji, bo trzeba pobrać wycinki do badań histopatologicznych, zrobić wiadomo ten tego no... kompleksową toksykologię, żeby nikt się nie przyczepił i nie powiedział, że nasza robota to ch..., dupa i kamieni kupa...- zarechotał ubawiony doktor Lenarciak a zebrani zawtórowali mu.

-         W każdym bądź razie – kontynuował Lenarciak – ja przesłanek do wyrokowania o zbrodni nie widzę i to jest primo, a duo to ja stawiam na niewydolność krążeniowo - oddechową spowodowaną toksycznym działaniem alkoholu, raczej etylowego, spożytego w nadmiernej ilości. Mówiąc krótko dla tych panów do był taki alkoholowy złoty strzał. Ciekawi mnie jaką moc miało to co pili, bardziej mi to trąci denaturatem niż koniakiem araratem oraz jaki mieli wynik, tak od siebie obstawiłbym u bukmachera na siedem promili... – konfidencjonalnym tonem oznajmił doktor Lenarciak.

-         Dobra panowie zbieramy się, przewozówka już zajechała po bliźniaki. Mnie wódka w domu stygnie, a goście imieninowi czekają, żona tam świeci oczami... a jeszcze jedno bo bym zapomniał... czy da się temu denatowi wyjąć ten imbryk z dłoni, co on się tak do niego przyssał, miał dla niego jakieś znaczenie, cholera wie, jakiś sentymentalny bibelot...- podsumował dywagacje prokurator Kempka.

-         Na chwilę obecną trzyma stężenie pośmiertne i raczej nie wyjmę mu imbryka z dłoni, ale mógłbym to zrobić, łamiąc mu nadgarstek, tylko po co, żeby mnie rodzina później po sądach ciągała, na sekcji się pomalutku, powolutku wyjmie... – powiedział doktor Lenarciak.

**********

                            Dwadzieścia cztery godziny wcześniej.

         23 czerwca był bardzo upalnym dniem. Obaj bracia Królowie pracowali tego dnia bardzo ciężko. Pot spływał po ich ciałach. Swoją robotę węglarzy wykonywali bardzo sumiennie. Od kilku dni nie rozmawiali ze sobą, pokłócili się. Pracowali w milczeniu. W końcu, przed zachodem słońca Paweł pierwszy wyciągnął rękę na zgodę i zaprosił brata na zakrapianą kolację. Od wielu lat ich stosunek do siebie był ambiwalentny, raz się nienawidzili, by zaraz w zgodzie spędzać czas. Piotr poszedł do swojej chaty z drewnianych bali, umył się przed domkiem w nagrzanej przez cały dzień wodzie z cebrzyka, założył prostą, ale czystą białą koszulę, pogrzebał na strychu skąd wyciągnął kapciuch z najlepszą marihuaną w Bieszczadach i poszedł do brata. Paweł właśnie rozścielił na stole biały, płócienny obrus, postawił jako przystawkę pokrojony w plastry wędzony w przyprawach kozi ser, marynowane grzybki, własnoręcznie wypieczony chleb. Obok na ruszcie grilowały się powoli polędwiczki ze skłusowanej kilka dni wcześniej sarny. Wkrótce na stole pojawiły się szklanki z grubego szkła oraz bimber własnej produkcji, najlepszy po tej stronie gór. Przy trzech destylacjach Król osiągał osiemdziesiąt dziewięć procent mocy, produkował z grochu zaprawianego morelą, dla zabicia posmaku. Słońce już zaszło za wierzchołki drzew, gdy zasiedli do później kolacji. Jedli w milczeniu przeżuwając powoli każdy kęs. Po posiłku Piotr zrobił skręty, zapalili, atmosfera rozluźniła się, w szklankach pojawił się zacny trunek godny bogów...

-Nawet jeśli przyjąć, że teraźniejszość już się kiedyś wydarzyła, albo powiem inaczej, że już została ustalona, a my tylko odgrywamy rolę zgodnie ze scenariuszem, bez możliwości odstępstwa, bez możliwości że tak to nazwę...improwizacji, to gdzie tu jest miejsce na wolną wolę...do której przykładasz tak wielką rolę, religia chrześcijańska zresztą też, no bo są sytuacje kiedy znamy przyszłość dzięki proroctwom, dzięki jasnowidzom... to z czego ci ludzie czerpią, z boskiego natchnienia, czy może z Globalnej Świadomości, o której tyle mówi Roger Nelson. Teraz sięgnę do przykładu z twojego ulubionego ,,Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa, oto Woland wie co się stanie z Berliozem, Anuszka kupiła już olej i już go rozlała, on to co się ma wydarzyć widzi, wie że odcięta przez dzielną konsomołkę głowa Berlioza potoczy się po bruku. Czy Berlioz miał jakiś wybór, czy mógł jeszcze skutecznie uniknąć śmierci i dlaczego znając przyszłość nie uniknął śmierci. Tutaj też rodzi się pytanie, czy dla Globalnej Świadomości istnieje coś takiego jak przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, a może Globalna Świadomość to jedna wielka teraźniejszość, do której dostęp mają osoby z jakimś niosącym nadludzki pierwiastek defektem pozwalającym im na dostęp do Globalnej Świadomości jak do księgi z której czytają, te fragmenty im jawne, a przed nami jeszcze nie odkryte...- zaczął Piotr.

-         Tak to w istocie rzeczy, sam swego czasu intensywnie zgłębiałem teorię zbiorowej nieświadomości Junga, tak zbieżnej z teorią Globalnej Świadomości. Ostatnio widziałem dość interesujący film pt. ,,Ładunek 200” o profesorze katedry...ateizmu...na uniwersytecie zdaje się leningradzkim, który dziwnym splotem wydarzeń trafia, do dziwnego miejsca, bimbrowni, gdzie toczy z prostym chłopem rozmowy o Bogu, udaje mu się opuścić to straszne jak się później okaże miejsce, bo tam w okolicy grasuje psychopatyczny morderca będący nomen omen naczelnikiem wydziału kryminalnego milicji w mieście o ile się nie mylę Lenińsk, z jego ręki giną ludzie, w potwornych warunkach jest więziona młoda dziewczyna, której robią straszne rzeczy, nie będę opowiadał, sam kiedyś zobaczysz. No i ten profesor już po wszystkim, widząc, co go ominęło, ten profesor, przypomnijmy ateizmu... idzie na koniec do cerkwi żeby co zrobić...nie żeby się pomodlić...żeby się ochrzcić. Żeby zmyć z siebie ten materializm dialektyczny, który tyle lat zaćmiewał mu umysł. Posłuchaj, co i rusz słyszy się o ludziach, którzy pojednali się z Bogiem na łożu śmierci, a ja nie słyszałem żeby ktoś się poróżnił na pięć minut przed zgonem, przypadek ?- powiedział Paweł.

-         Tak kwestia przypadku to temat rzeka, jeden teista powie cud, a ateista powie przypadek. Dziecko wbiega na ruchliwą ulicę, samochody pędzą po 100 kilometrów na godzinę z obu stron, żaden nie zahamuje, a dziecko wpada pod jeden i drugi i nic mu się nie staje. Ty powiesz ręka boska go ustrzegła, ja użyję brzytwy Ockhama i jak Laplace zakrzyknę przed Napoleonem ,,Hipoteza Boga nie była mi potrzebna”, tą kwestię mogła by wytłumaczyć fizyka, biomechanika, dlaczego jak ginie sto osób w autobusie który wali się z wiaduktu do rwącej rzeki nikt nie mówi: ,,zdarzył się antycud”, tylko mówią no tak...przypadek...to już trąci relatywizmem, którym przecież obaj gardzimy...- zapalił się Piotr.

-         To mi pachnie Richardem Dawkinsem. Czyli nawet postawa i przypadek doktora Ebena Alexandra na ciebie nie podziałał. Jego ,,Dowód” nie jest dla ciebie dowodem boskiej siły sprawczej. Przecież on...sceptyczny naukowiec, odrzucający przywołaną już dziś hipotezę Boga, wybitny neurolog, doświadcza dziwnej choroby, zapada w śpiączkę, jego szanse na przeżycie są mniej niż znikome, trafia do cudownej krainy, w której spotyka Jego. On daje mu jeszcze jedną szansę. Czy to nie jest znak, dla tych którzy chcą patrzeć, a nie tylko siedzieć tyłem do wejścia jaskini platońskiej... –spytał Paweł.

-         No i nieuchronnie dotarliśmy do zagadnienia śmierci klinicznej, ze słynnymi tunelami i niebem na końcu. Tak jak już wielokrotnie mówiłem, kto mi powie, że relacje osób które doświadczyły agonii, nie są majaczeniami niedotlenionego umysłu, badania neurologiczne owszem dowiodły wyzwalania się w tym momencie dużej ilości energii, ale to jest takie chwilowe i jednorazowe, ostatni krzyk rozpaczy mózgu, may day, may day, a nie przejście na stałe zasilanie turbo, a sam tunel to jak wykazują badania, efekt widzenia tunelowego, skutek niedotlenienia graniczącego z obumieraniem mięśni otaczających gałkę oczną, takie samo widzenie tunelowe pojawia się przy zbyt szybkiej jeździe autem lub motocyklem... – powiedział Piotr.

-         Wieczny sceptyk... a znaki, znaki których doświadczamy na co dzień, ciebie to nie przekonuje, cały układ słoneczny, ba wiele innych układów, miliardowe odległości, ale życie występuje tylko na Ziemi, mała błękitna planeta w całym boskim planie, pośród pustyni wszechświata. Życie jest cudem, nie jest przypadkiem. Nawet całun turyński cię nie przekonuje, wiem wiem, zaraz powiesz o miażdżących wynikach badania metodą węgla C14, a prawda jest taka że badania źle przeprowadzono pobierając próbki z miejsc, w które wszyto materiał po wielkim pożarze w Turynie. Gdyby właściwie pobrano materiał, jestem pewien, że wskazałby ten właściwy wynik zbieżny z historią Kościoła. Nawet Leonado da Vinci nie mógłby go podrobić. Dla mnie fascynujące jest to, że pomimo, iż ciało Zbawiciela przebywało w nim przez około dwa dni, to nie ujawniono na nim żadnych śladów rozkładu, wczesnych oznak śmierci, autoliza nie dotyczy jak widać boskości. Kolejny przykład... zbiorowe widzenie Matki Boskiej w Fatimie, to już nie troje pastuszków, ale wielotysięczny tłum patrzy w niebo, to już nie może być obłęd indukowany znany tak doskonale przez psychiatrię w kontekście sekciarstwa, to cud, wiem, że zaraz powiesz tylko o zwykłym tańcu słońca. Idźmy dalej, postać Ojca Pio z San Giovanii Rotondo, w dniu 11 listopada 1918 roku pojawiają się u niego stygmaty, które nosi do śmierci do 11 listopada 1968 roku, pięćdziesiąt lat męczeństwa, jest badany, jego ręce są bandażowane, pieczętowane i co i dalej są na swoim miejscu, nie zabliźniają się, śladów ingerencji w materię pieczęci brak, mógłbym wymieniać jeszcze wiele...- emocjonująco wyrzucił z siebie Paweł.

-         Dobrze, że wiesz braciszku co chcę powiedzieć. A jak wytłumaczysz mi wielkie ludobójstwo w ramach Inkwizycji, wielkie ludobójstwo w czasie holokaustu, gdzie był wtedy Bóg, gdzie...legendarny uciekinier z obozu w Treblince, Samuel Wallenberg sugeruje że może był na urlopie...- drążył temat Piotr.

-         Bóg w czasie Inkwizycji nie mógł ingerować, bo wtedy jego koncepcja wolnej woli nie miałaby racji bytu, On jest wielkim, cierpliwym nauczycielem i lubi uczyć na przykładach, przecież przyszłość potępiła Inkwizycję, dostaliśmy lekcję historii, do czego prowadzi fanatyzm i źle pojęta wola boska. Przeczytaj sobie książkę Jerzego Andrzejewskiego ,,Ciemności kryją ziemię”, w której wielki inkwizytor Torqemada stojąc u progu śmierci, wyznaje wychowanemu na swój obraz i podobieństwo ,,Frai Diego”... on mu mówi ,,myliliśmy się”. Nawet ten zaciekły prześladowca marynosów i nie tylko... zrozumiał swój błąd, ale na to nie jest nigdy za późno. Wiem, że nie możesz się zgodzić z założeniem, iż jedną miarą można traktować żyjącego całe życie bogobojnie człowieka, który nie nosi na swych ramionach brzemienia grzechu ciężkiego ze zbrodniarzem hitlerowskim Hansem Frankiem, który stojąc już na szubienicy krzyknął ,,Chryste przebacz !”, ale taki jest Bóg...jest miłosierny, nikogo nie przekreśla, więc po jego prawicy może zasiąść święta Teresa, a po lewicy nawrócony Hans Frank, na tym to polega, umieć przyznać się do błędu...- przemawiał jak za dawnych czasów do studentów na katedrze profesor Paweł Król.

Zdawało się, że spożywany alkohol nie przyćmiewał, lecz rozjaśniał dwa dociekliwe umysły. Noc był bardzo gwiaździsta. Choć to nie był jeszcze sierpień, nieboskłon przecięło kilka leonidów. Gospodarz postawił na stole kolejną butelkę, znów zapalili.

-A moim zdaniem nasz spór już niedługo rozstrzygną neurolodzy, przecież profesor z Laurentian University – Michael Persinger, pobudził szybkozmiennym polem magnetycznym swoje płaty skroniowe do tego stopnia, że poczuł obecność bóstwa. Podczas badań w których wykorzystał ludzi różnych wyznań okazało się, że każdy to coś określał mianem ikony swojej religii: Budda, Mahomet, Eliasz... Z kolei inny profesor – Jose Delgado z University Jale, z wykorzystaniem sterowanego falami radiowymi stymulatora kreował dowolne stany emocjonalne jak za pstryknięcia palca. Ja nie dyskwalifikuję religii, uważam że ma wiele pozytywnych aspektów, choć zgadzam się z Leninem w tym jednym fragmencie o opium dla mas, spójrz jakie zniszczenia sieje islamski fundamentalizm. Religia na pewno była i jest najstarszym lekiem antydepresyjnym, ale żadna inna idea, nie była usprawiedliwieniem dla takiej masy ludzkich okrucieństw jak religia. Ty mówisz ,,Bóg jest miłością”, a ja odwracam to równanie i mówię ,,Miłość jest Bogiem”, to nie byt materialny lecz system wartości, opowiadam się za etyką...- nie dawał za wygraną Piotr.

-No tak całkowicie uległeś retoryce Richarda Dawkinsa. Jego sztandarowy ,,Bóg urojony” jest dla ciebie zapewne nomen omen Biblią...- sarkastycznie zaznaczył Paweł.

-A żebyś wiedział. Bo czy dla ciebie nie jest kuriozalne na przykład istnienie kościoła potwora spagetti, czy to nie jest już upadek człowieka, w co jeszcze człowiek jest gotów uwierzyć. Dawkins słusznie powołuje się na teorię Bertranda Russela o srebrnym imbryku herbaty, który być może gdzieś tam sobie krąży wokół słońca, na orbicie, ani nie udowodnisz, że on jest, ani nie udowodnisz, że jego tam nie ma...wiem że to już nie brzmi ateistycznie, ale agnostycko, ale podpisuję się pod tym obiema rękami, prawda jest taka, że prawdę można poznać tylko w jeden sposób, przekraczając granicę życia i śmierci... Myślałem o tym od pewnego czasu, obaj mamy prawie po sześćdziesiąt lat, wkrótce dopadną nas choroby wieku starczego, rak, morfina, pieluchomajtki, i tak dalej, póki jesteśmy w kwiecie wieku odejdźmy z honorem, nie na kolanach, zdechnijmy jak ludzie i poznajmy nurtującą nas całe życie zagadkę, znam doskonały sposób na odejście ze sznytem, dawaj no te swoje procentowe frukta, zapijmy się raz a dobrze, zrobimy to ???- spytał Piotr.

-Jesteś szalony, ale chyba masz rację, ile będziemy się spierać, rok, dziesięć lat, a i tak będziemy w martwym punkcie, czy Bóg jest, czy go nie ma, sprawdźmy to...naukowo...empirycznie, tak braciszku zrobimy to...- szelmowsko zaśmiał się Paweł i przyniósł kilka nowych butelek.

Będąc już silnie pijany Piotr wyszedł jeszcze z chaty chwiejąc się i przewracając by tuż przy wejściu pozbyć się nadmiaru uryny. W pewnym momencie, tuż przed nim, na stos sosnowych gałęzi spadł jakiś błyszczący przedmiot. Podszedł do niego i podniósł. Zobaczył srebrny imbryk do herbaty. Zaczął przecierać oczy, czy to aby nie sen. Królowa Wiktoria jak na monarchinię przystało miała marsową minę. Dzierżąc zdobycz wrócił do chaty. Bełkocząc silnie chciał coś bratu powiedzieć, ale ten przytknął palec wskazujący do ust i podsunął mu z wysiłkiem szklankę bimbru. Piotr wypił i opadł na krzesło, głowa opadła mu na stół i stracił przytomność.

                                            **********

         Susan Woodman była niepocieszona. Zawiodła się na tanich liniach lotniczych. Podczas powrotu do Londynu z Emiratów Arabskich, w trakcie przelotu nad Polską doszło do jakiejś awarii w luku bagażowym i jej walizka wypadła na wysokości 8000 metrów, rzeczy rozsypały się. Nabyty za pokaźną kwotę zabytkowy srebrny imbryk do herbaty z królową Wiktorią przepadł. Teraz ktoś się pewnie cieszy z tego znaleziska. Pewnie wpadł w czyjeś prostackie łapy, które nawet nie docenią jego wartości, a jest przecież bezcenny...                                                                      


autor: Andrzej Lebiedowicz
ostatnia modyfikacja: 2014-06-22




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (1):


1. 2014-06-25

Bardzo ciekawa praca i dająca wiele do myślenia, a film ,,Ładunek 200" okazał się bardzo straszny, a film na faktach autentycznych. 


Podpis: Salome



komentarze  autor 

 

Jeśli spodobała Ci się ta praca, możesz kliknąć poniższy link, aby dodać ją na Facebook. Jeśli chcesz dodać na Facebook stronę Rubikonu, kliknij "Lubię to!" na stronie głównej.