Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. judipoker365.comBet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you casino malaysia enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you.

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. https://nhonhoi-newcity.vn/onlineslotsmalaysia/Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you. https://nhonhoi-newcity.vn/onlineslotsmalaysia/

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. https://nhonhoi-newcity.vn/Mobile_Slot_Game_Malaysia_Qtech_Playtech_Sportsbook_Poker/Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you https://nhonhoi-newcity.vn/Mobile_Slot_Game_Malaysia_Qtech_Playtech_Sportsbook_Poker/.

Viagra Malaysia treat erectile dysfunction with the viagra malaysia original ED treatment that has helped men feel confident in bed for decades. We’ll connect you with a licensed healthcare provider to evaluate if our prescription ED treatments could be right for you, including super-affordable generic Viagra viagramalaysiaofficial Viagra is an oral ED medication that works by suppressing an enzyme in the body called PDE5.

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. trusted online casino malaysia alibaba33Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you.

Klub Literacki RUBIKON - Proza: Wodna epopeja - cześć 1
Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

Wodna epopeja - cześć 1

 

Część pierwsza

Jeziora Zachodniej Małopolski

1.

Wiele domów w okolicach wsi Łączany koło Alwerni stoi na wąskich skrawkach suchego lądu pomiędzy jeziorami, dlatego właśnie kontakty zamieszkujących je ludzi z przyrodą są wyjątkowo częste i bardzo bliskie. Nikogo tu nie dziwi widok ciekawskich bocianów dostojnie spacerujących po obejściach gospodarskich i wychodzących od czasu do czasu na polne drogi w poszukiwaniu pokarmu. Znają one świetnie topografię zamieszkiwanego przez siebie terenu, toteż z łatwością zapadają się znienacka pod ziemię lub przeciwnie – w najmniej oczekiwanych miejscach wyłaniają się w pełnej krasie. W dzieciństwie, gdy jeszcze uczyły się latać, często ulegały czarowi najsłynniejszego w tych stronach Jeziora Jastrzębiec i zamiast lecieć najkrótszą drogą do wyznaczonych im przez bocianią starszyznę żerowisk nadkładały wiele kilometrów, by móc choć przez chwilę podziwiać tutejsze osobliwości. Po drodze spotykały ptasich łowców wykonujących niebezpieczne podniebne akrobacje i wtedy uświadamiały sobie, że między ich umiejętnościami a możliwościami swoich własnych skrzydeł istnieje głęboka przepaść.

- „Ech” – wzdychały wtedy. – „Gdybyśmy tylko umiały składać skrzydła jak motyle, tutejsze żaby wodne nie rechotałyby tak beztrosko”.

Jednak w rzeczywistości sytuacja wcale nie przedstawiała się tak źle, ponieważ młode bociany szybko odkryły, że brak pewnych umiejętności może zostać szybko zrekompensowany nabyciem innych. Już podczas pierwszego polowania ptaki te stały się prawdziwym postrachem miejscowych żab trawnych i jaszczurek zwinek, gdyż wykazały się godnym podziwu uporem i wytrwałością. Brodząc w skomplikowanym labiryncie ociekających wodą traw młode bociany przypominały bardziej detektywów niż myśliwych. Nagrodą za ich trud był oślepiający blask wszystkimi szmaragdami świata szaty godowej samca jaszczurki – wytworne przybranie smacznego posiłku w restauracji przyrody.

Z biegiem lat młode bociany, jako silne i duże zwierzęta, mogły liczyć na dalszy wzrost swoich wpływów w całym tutejszym środowisku. Jako typowe ptaki linii brzegowej jezior będą miały nawet szansę uniknięcia konfrontacji z ptasią drobnicą, która łącząc się w stada natrętnie krąży nad głowami łowców, wrzeszcząc: - „Chcecie mieć pełną władzę nad jeziorami ? Niedoczekanie wasze !”

 

 

- 2 -

2.

W szuwarach Maryninu Górnego ukryty jest drogocenny skarb w postaci jaj łozówek, trzcinniczków, trzciniaków, rokitniczek i podróżniczków. Zdarza się, że pilnują go również perkozy dwuczube. Wszystko to nie wystarczy jednak, by upilnować sejfy trzcin przed kukułką.

Gdyby jedynie kukułka zaangażowana była w uprzykrzanie życia trzcinnikom, ptaki trzcinowe zawiązując konfederację obronną z łatwością ją odstraszyłyby. Ale w całą grę angażują się zbyt potężne siły, by wszystko mogło zakończyć się dla nich szczęśliwie. Rośliny szuwarowe, wiedzione nieomylnym przeczuciem, już teraz przygotowują więc przyrodników do obserwacji dramatycznych zmagań. Ich przyszłą arenę oświetla i dodatkowo okadza swą upojną wonią fioletowobiały ogień dyptamu jesionolistnego. Przywrotnik prawie nagi przygrywa na harfie swego seledynowego liścia wierzbie trójpręcikowej majestatycznie kołyszącej się w rytm podmuchów wiatru. Zapowiedź nieuchronnie zbliżającego się dramatu ubrana jest w szaty przyrodniczego zjawiska.

Ptaki szuwarowe Maryninu Górnego ( poza perkozami ) rezygnują z wszelkich odrębności językowych, przyjmując wspólny kod porozumiewawczy. Ten błąd ostatecznie determinuje ich dalsze losy. Okazuje się bowiem, że posiadanie przez ptaki wspólnego języka nie podoba się rosnącym w okolicy drzewom, które bardzo pragną wyodrębnić się ze skupiska podobnych do nich drzew. Właśnie chęcią wyodrębnienia się należy tłumaczyć fakt, że jesiony rozsuwają się na boki, dzięki czemu powstało rozległe „okno” na sąsiednie jezioro. Takie drzewa chcąc się dowartościować poszukują dyspozycyjnych ptaków, które zechcą związać się z nimi na stałe i opiewać je indywidualnymi frazami. Bo co warte jest drzewo, na którym żaden ptak nie widzi dla siebie miejsca?

Kukułka to ptak przewidywalny, przylatujący corocznie nad jeziora wraz z pojawieniem się jazgotliwej, trzcinowiskowej braci. Jest też jedynym ptakiem wodnym, który stroni od wody. Jego śpiew przypomina zawołanie: „Szukam, szukam”. Drzewa mogą uznać taki śpiew, nie najpiękniejszy wprawdzie, za hymn istot poszukujących własnej tożsamości. Ale muszą jeszcze przekonać kukułkę, by osiedliła się właśnie na czubku jednego z jesionów. Nie jest to wcale łatwe, gdyż jesiony mają poważną konkurencję.

Nad Jeziorem Bugaj brzozy wraz z rdestowcem ostrokończystym tworzą szczelny parawan, przez który prześwitują tylko fragmenty jeziora. Gęsty szpaler rdestowca ochrania brzozy tak, że od strony lądu nie można się do nich dostać. Brak tu

- 3 -

wysokich, pojedynczych drzew. Kukułka może więc się tam ukryć tak, że nieświadome jej obecności ptaki szuwarowe nawet nie będą odczuwały potrzeby zawiązywania obronnej konfederacji. Może ona stąd także kukać do woli – reszta ptaków i tak weźmie je za wielokrotnie odbite echo, nie uznając go za kukanie!

Jak się jednak okazuje, każdego ptaka można przekupić. Samotny jesion skwapliwie korzysta z tej możliwości, choć musi mieć naprawdę duże rozeznanie w swoim położeniu.

Nie wystarczy przecież dobrze zareklamować swoje usługi i złapać kukułkę na haczyk jej głęboko ukrytych pragnień. Trzeba jeszcze ją przekonać, że wybierając właśnie to, a nie żadne inne drzewo zdobędzie trwałą przewagę nad swymi ofiarami. W takiej sytuacji niezawodnym sojusznikiem jesiona staje się krajobraz:

„ – Oto co należałoby zrobić” – szumi jesion do kukułki. – „Czy widzisz tamtą wierzbę? Wkrótce powinna ona pozbyć się swych nasion. Te niezbyt rozgarnięte szuwarowe wróble pomyślą, że to inwazja owadów i wylecą na domniemaną ucztę. Wtedy podmienisz im jaja. A o owady się nie martw, bo w tym jeziorze, co się rozciąga za mną, żyją całe ich chmary, tylko w postaci larwalnej. Ale za kilka dni masowo się wyroją”.

Mimo to kukułka nie rezygnuje z prób penetracji kolejnych ptasich siedlisk. Wkrótce przekona się jednak, że nie każdy krajobraz sprzyja jej poczynaniom. Niektóre rośliny tak bowiem potrafią ukryć w splotach swych łodyg ptasie jaja, że bystry wzrok kukułki nie zda się na nic. Ptaki, którym uda się w ten sposób zabezpieczyć przyszłe potomstwo, będą miały dużo wolnego czasu dla siebie. Będą więc mogły bez obaw oddać się swym ulubionym rozrywkom takim jak tarzanie się w trawie.

3.

Perkozy nie mają najmniejszej ochoty brać udziału w walce między kukułkami a ptakami trzcinowymi i patrzeć, jak jaja tych ostatnich strącane są na ich własne. Stają więc przed wyborem: albo wychowywać przyszłe potomstwo na liściach rosnących w

pobliżu pokrzyw, albo poszukać sobie innego miejsca na założenie rodziny. Mają bardzo mało czasu na decyzję – wkrótce trzeba przecież, w ramach przygotowań do zalotów, rozpocząć próby taneczne.

Taką sytuację wymarzyły sobie rybitwy białowąse, które teraz już wiedzą, że przekonanie perkozów do zmiany adresu przyjdzie im bez trudu. Podsuwają więc im do głowy plan przeprowadzki:

- „Lećcie w stronę tęczy! „ – dopingują je. – „To pływające marzenie odbite w promieniach słońca. Droga do niego prowadzi przez błękit nieba.”

- 4 -

- „Daleko to? – pytają perkozy.

- „ Tylko sto machnięć skrzydeł stąd. No chyba że zabłądzicie.”

Mimo tak nieprecyzyjnych wyjaśnień nie podejrzewające podstępu perkozy podjęły wezwanie i wzbiły się do lotu. Gdy już wyraźnie widoczny był prawy brzeg Wisły, nagle między bezchmurnym niebem a lazurową tonią Jeziora Jastrzębiec zobaczyły rozedrgane w słońcu purpurowe ogniki. Ku niebu uniosły się wówczas trzy kolory: żółty, zielony i czerwony, przy czym dwa ostatnie połączyły się w jednolitą masę tworzącą czwarty kolor. Barwy te pochodziły zarówno od zeschniętych zeszłorocznych trzcin jak i od swobodnie pływającej po powierzchni wody rzadkiej kotewki orzecha wodnego.

Perkozom wydawało się, że teraz pozbyły się wszelkich problemów. Lecz rybitwy białowąse od razu sprowadziły je na ziemię:

- „Ładnie tu, prawda? Ale nie czas na podziwianie krajobrazu. Bierzcie się ostro do roboty!”

Perkozy, zaskoczone takim obrotem spraw, próbowały protestować. Usiadłszy na płatach kotewki zaczęły przygotowania do budowy obrotowych domków jednorodzinnych, licząc na to, że w noc Kupały puszczą na wodę kotewkowe wianki wypełnione pisklętami. Rzeczywistość zmusiła je jednak do zmiany planów. Już w pierwszych godzinach po złożeniu jaj przemknął nad nimi złowrogi cień. Gdyby nie błyskawiczna interwencja dziesiątek rybitw białowąsych, spotkałby je smutny koniec.

- „Teraz znacie powód, dla którego was tu wezwaliśmy – zaćwierkały do perkozów rybitwy. – „To Baryłka. Same nie damy sobie z nim rady. Ale razem będziemy jednym wielkim okiem i uchem”.

Chodzi oczywiście o orła bielika, który za każdym razem, w momencie pikowania po dorodnego karpia, przybiera baryłkowaty kształt. Ze względu na swe nieprzeciętne umiejętności łowieckie i ogromną rozpiętość skrzydeł jest on niekwestionowanym władcą Jastrzębca. Bardzo często kusi go pisklęca odmiana w jadłospisie, a i pasące się na groblach sarny muszą się przed nim mieć na baczności.

Wszystko to dzieje się na obszarze występowania ciekawych zjawisk. Dawniej było tu nie do pomyślenia, by kotewka mogła zuchwale grać porom roku na nosie – zimowy mróz szybko przywołałby je do porządku. Ale po całej serii łagodnych zim kotewka śmiało eksperymentuje ze swoim chlorofilem, co daje ów efekt tęczy. Zdarza się też, że atmosfera zwołuje tu wielką, burzliwą naradę, podczas której pada deszcz argumentów i grad wniosków. Nad pozorną tęczą kotewki zarzucona zostaje płachta ze słońca, wiatru i kropel wody.

- 5 -

Tym bardziej żal, że perkozy nie mają czasu na zachwycanie się tym.

Zamiast tego narasta w nich poczucie, że zostały oszukane. Są też jednak bogatsze o niezwykle ważne doświadczenie: złudne piękno bywa źródłem kłopotów! Trudno się więc dziwić, że część perkozów wraca do swojej poprzedniej siedziby, która okazała się nad wyraz bezpieczna. Może jeszcze na wychowanie własnego potomstwa nie jest w tym roku zbyt późno ?

4.

Rośliny nad Jeziorem Bugaj wykonują dla okolicznej zwierzyny czarną robotę, nie osiągając z tego tytułu żadnych widocznych korzyści. Ich marny status powoduje, że marzą tylko o jednym: by po zimie nie patrzeć na swoje poniżenie. Nic więc dziwnego, że w maju stoi tu tak wiele roślinnych szkieletów. Ale i tak muszą one wypić kielich goryczy do dna. Dlatego gdy długa zimowa noc ostatecznie przegrywa bitwę z letnim dniem, chlorofil robi im pobudkę i zmusza od razu do roboty.

Pierwszym ich zadaniem jest przygotowanie kwater dla siatkoskrzydłych golatek drobnych, masowo wyrarających się z wody. Zwierzęta te, zamiast odwdzięczyć im się za to, od razu zamieniają ich źdźbła w wesołe miasteczko. Po najeździe tych bałaganiarzy pozostaje więc prawdziwe pobojowisko: pogięte pędy i okaleczone pąki kwiatowe, które rozwleka wiatr.

Niektóre roślinne egzemplarze postanowiły odpłacić Jezioru Bugaj pięknym za nadobne i ułożyły chytry plan przekształcenia go w trzęsawisko.

Warunkiem koniecznym rozpoczęcia jego realizacji stało się połączenie w jeden organizm dwóch okrytonasiennych roślin planktonowych – rzęsy oraz spirodeli wielokorzeniowej, a następnie ich zamknięcie w trzcinowym więzieniu, przy brzegach jeziora.

Odcięcie roślinnego planktonu od otwartych wód nie będzie jednak nigdy całkowite, dlatego obwodowe kawałki roślin co jakiś czas odrywają się od rzęsospirodelowej macierzy i płyną na środek jeziora. Tam zapraszają one zwierzęcy plankton na wspólny podwodny bal. Trwa on na całej powierzchni akwenu wodnego z wyjątkiem najbardziej centralnej jego części, gdzie widoczna jest rozległa, ciemnoniebieska plama niczym oprawiony w ramy błękitnej toni obraz nieznanego malarza.

Aby plan trzcin mógł więc być kiedykolwiek zrealizowany, trzeba będzie sprawić, by roślinny plankton, który dzięki dopływowi światła słonecznego szybko zwiększa na otwartych wodach swą powierzchnię, zechciał dobrowolnie powrócić do strefy brzegowej (najlepiej w całości swej zwiększonej masy). To jednak już od trzcin nie

 

- 6 -

zależy, mimo iż te odważnie wchodzą na środek jeziora, by spróbować wyłapać plankton i zmusić go do ponownego połączenia się z trzcinami.

Wiatr mógłby pomóc w zagonieniu rzęsy i spirodeli do trzcinowej zagrody, gdyby tylko wiał bez przerwy ze stałą siłą i ze stałego kierunku. Ale jak zmusić go do wsparcia planów trzciny, skoro to właśnie on miał dotąd nad trzcinami nieograniczoną władzę? Może by tak zbudować … małą elektrownię wiatrową?

Początkowo trzciny, pałki i lebiody zapragnęły wykorzystać fakt, że wiele ptaków, na przykład świerszczak, lubi tarzać się w trawie. Gdyby tak stada świerszczaków zechciały latać regularnie w to samo miejsce i przez dłuższy czas zataczać nad nim kręgi, to rzeczywiście powstałby sztuczny wiatr. To jednak jest nierealne, bo nawet ptaki prowadzące stadny tryb życia są w rzeczywistości indywidualistami. Zamiast tego świeżo wyrojone z poczwarek chmary golatek drobnych w zupełnej nieświadomości wirują w jednym miejscu, lecz ich masa ogólna nie wystarczy do stworzenia czegokolwiek.

- „Ach, te ptaki …” – szumią trzciny. – „Zawsze na nie wszyscy pracują, a tylko one zbierają za to nienależną im chwałę …”

Po czym, zrezygnowane, obserwują, jak stada ptaków zlatują się na planktonową ucztę na środek jeziora i krok po kroku niweczą ich zamiary. I tylko efektownym kłótniom kaczek krzyżówek o pokarm zawdzięczają trzciny fakt, że nie dojedzone resztki przytwierdzają się do zanurzonych w wodzie ich korzeni. Cała reszta pada łupem łysek i perkozów zauszników, których niewielkie, lecz świetnie zorganizowane flotylle patrolują głębiny Bugaja.

W tej sytuacji jasne się staje, że aby rośliny tych wód zaczęły kiedykolwiek być szanowane przez idące na łatwiznę ptaki, muszą najpierw same zadbać o swój wygląd, a gdy to się im uda, spróbować wykorzystać upodobania ptaków wodnych dla własnych celów. Najszybciej zrozumiała to manna długoząbkowa. Nad brzegami Bugaja trawa ta wznosi swe otyłe źdźbła prosto ku niebu tak, by ich zaostrzone końce sterczały ponad najwyższe egzemplarze reszty roślinności szuwarowej. Jest to udana próba naśladowania kształtu szyi czapli zwanej bąkiem. Drugie źdźbło manny leży natomiast na zwykłej trawie, być może załamane pod ciężarem golatek. Taka pozycja tych źdźbeł służy do przeprowadzenia quasi – naukowego eksperymentu, mającego dać odpowiedź na pytanie, czy najinteligentniejsze ptaki wodne dadzą się zwieść pozorom. Trawy marzą przecież o tym, by przynajmniej ośmieszyć te ptaki, z których winy ich ambitne plany spaliły na panewce. Tylko manna długoząbkowa wie,

 

- 7 -

jak silne są jej pragnienia ujrzenia nietęgiej miny bociana, który właśnie złowił zamiast jaszczurki zwinki udające ją źdźbło.

Niestety, nawet to pozostanie na zawsze w sferze marzeń …

5.

Czapla siwa wygląda podczas lotu tak majestatycznie pięknie, że nawet tutejsze ptaki biorą ją za efemeryczną, na wpół anielską istotę. Pomyłka wyjaśnia się zazwyczaj dopiero po stracie przez dowolnego ptaka rybożernego zdobyczy na jej rzecz. Bo przecież czapla siwa jest klasycznym piratem z typową czarną opaską wzdłuż oka i jak każdy klasyczny pirat musi ukrywać swe rzeczywiste zamiary tak długo jak tylko się da, aby łatwiej zdobyć swój łup. Nic więc dziwnego, że nawet tacy cesarze przestworzy i władcy jezior jak Baryłka są często bezsilni wobec całego arsenału sztuczek tego przebiegłego ptaka. Nie są nawet w stanie przewidzieć trasy jego przelotu, choć domyślają się, że czapla siwa posiada piracką bazę na którejś z malutkich wysepek na środku sąsiedniego jeziora. Ponieważ zaś drzewa oddzielają wyspę od zewnętrznego świata szczelnym zielonym kordonem, ptaki doskonale wiedzą, że próba odbicia choćby części rybiego towaru musi skończyć się niepowodzeniem. Zresztą ze względu na tajemniczość wyspy poszkodowane ptaki nie posiadają też niezbitych dowodów, że to właśnie na niej znajdują się magazyny piratów.

Ptakom rybożernym nie pozostaje więc nic innego, jak dać czaplom siwym spokój i skoncentrować się na mniej ryzykownym zajęciu, jakim jest badanie odbiegających od wypracowanych tu standardów kultur pozostałych gatunków czapli – bąka i bączka. Chciałyby się one dowiedzieć, dlaczego czaple te śpiewają bez wydawania głosu. Bo przecież dla „normalnego” ogółu samców fakt ten ma posmak wielkiego obyczajowego skandalu:

Jakże to tak?” – nie mogą się nadziwić. – „Przecież od zawsze naszą wartość wyrażamy jakością naszego śpiewu”.

Ale twarde reguły zawsze istnieją po to, by były od nich wyjątki. Samce bąka jako jedyne chwytają powietrze w pajęczą sieć swych dziobów, a następnie uwalniają go kwant po kwancie. Dzięki temu przekształcają powietrze w instrument muzyczny o brzmieniu uwięzionego w butelce korka. Tajemnica tego wynalazku jest pilnie strzeżona w archiwach trzcin, które może otworzyć jedynie samica bąka, a i to tylko pod warunkiem, że zechce rozpocząć długą odyseję po roślinnych labiryntach tutejszych jezior. Samce innych gatunków nie mogą zrozumieć tego procederu, bo u nich obowiązuje niepisane prawo głoszące, że to samicom należą się wszelkie

- 8 -

przywileje. U bąka istnieje zaś pełne równouprawnienie płci: ogromny wysiłek samca w celu wydania głosu równoważą nie mniejsze wysiłki samicy w celu dotarcia do jego źródła.

Dlatego właśnie dumne samce bąków mogłyby się odgryźć samcom innych gatunków, mówiąc:

- „Chcecie nas krytykować? To spróbujcie żyć jak my !”

Równie niepojęty dla „normalnych” ptaków jest bączek. Ukryty w niedostępnych zakamarkach wierzby trójpręcikowej zawodzi w nocy do księżyca, co od razu rodzi podejrzenie, że ten odmieniec para się amatorsko astronomią. Ale nie – za chwilę przybywa samica i para w blasku miesiąca przelatuje na środek Jastrzębca, gdzie na tęczowej dyskotece szaleje do białego rana.

6.

Gdy na Jeziorze Jastrzębiec niepodzielnie króluje Baryłka, nad Jeziorem Bugaj unosi się Orzeł Biały. To rybołów – niezwykle rzadki gatunek orła. Żyjąca tu ptasia drobnica nadała mu taki przydomek nie ze względu na kolor jego upierzenia, ale dlatego, że opanował on do perfekcji sztukę pozornego wybielania się, co czyni go niewidzialnym. W rzeczywistości jest on wysokiej klasy żonglerem, tyle tylko, że zamiast piłeczek żongluje promieniami słonecznymi tak, aby odbijały się one o jego biały brzuch i rozpraszały w przestrzeni. Nie ma w tym niczego zaskakującego – ptaki tutejszych jezior uważają przecież, że umiejętności łowieckie nabywa się automatycznie pod warunkiem wcześniejszego opanowania przez siebie dowolnie wybranego innego rzemiosła.

Orzeł Biały opanował nie tylko żonglerkę. Jest on także twórcą bardzo oryginalnego tańca opartego o trzepoczący lot pustułki, charakteryzującego się ściśle określoną sekwencją tanecznych figur dokładnie zsynchronizowanych w czasie. Jego pełne gracji ruchy przesycone są dużą dozą humoru. Czyż bowiem oglądając go nie mamy czasem wrażenia, że przed nami migają kadry z samozacinających się wczesnych komedii filmowych?

Orzeł Biały uparcie nie zmienia miejsca swego polowania. A przecież nie ulega wątpliwości, że ryby już dawno uznały to miejsce za niebezpieczne. Czemu więc nadal wszystko mu się udaje?

Odpowiedź na to pytanie znają te same trzciny, które chcąc zrealizować swoje plany zmiany Jeziora Bugaj w trzęsawisko postawiły na ptaki. Próba zmniejszenia objętości akwenu wodnego przez zaśmiecenie go szczątkami organicznymi wyzwoliła całą lawinę zdarzeń, co w konsekwencji doprowadziło do ożywienia reliktu epoki

- 9 -

piastowskiej – rybołowa. Skoncentrowane na środku jeziora ptaki planktonożerne wypłoszyły ceniące spokój karpie w ściśle określone miejsca i to umożliwiło Orłowi Białemu pokazanie pełni swych umiejętności bez konieczności zmiany terenów łowieckich.

Orzeł Biały wydaje się w swej postawie zupełnie niereformowalny i kompletnie niewrażliwy na to, co dzieje się wokół. Zachowując stoicki spokój co chwila wydobywa z jeziora karpia za karpiem, jakby chciał zgromadzić zapasy ryb na czarną godzinę. Trzyma się przy tym tak mocno wybranego sektora, jakby promienie słoneczne uwiązały go na świetlnym sznurku. Mewy i rybitwy, nie rozumiejąc sensu takiej postawy, natrętnie krążą wokół jego głowy i kpią z niego:

- „Jak się masz, maszynko do mięsa? lub „Pokaż nam wreszcie swoją hurtownię karpi! ”

Orzeł Biały puści jednak te zaczepki mimo uszu. Będzie dalej robił swoje aż do wyczerpania się rybnych zapasów jeziora lub dopóki nie zjawią się dwunożni myśliwi z sieciami. Woli przecież zadowolić się samymi karpiami niż obejść się smakiem …

Ma jednak dla rybitw i mew dobrą radę: niech grają w grę zwaną walką o przetrwanie tak dobrze jak on. Bo one chyba jeszcze tego nie potrafią. A stać je na to, gdyż wyglądają równie niewinnie jak obłoki na niebie, czym mogą wyprowadzić w pole niejedną ofiarę. Wystarczyłaby im tylko odrobina koncentracji.

7.

Ptaki wodne, niezależnie od skali ich muzycznego talentu, odczuwają tremę przed występem dla szerokiej publiczności, dlatego swoje popisy rozpoczynają zawsze w ukryciu i o niezapowiedzianych wcześniej porach. Dzięki takiemu właśnie podejściu do sztuki wszystko im wychodzi. Można się o tym przekonać nad Jeziorem Bugaj. Jego piękna nie da się w żaden sposób zrozumieć, nie rozumiejąc istoty muzyki. Nie wystarczy jej słuchać, ale trzeba zobaczyć ją na własne oczy. Jej widzialnym znakiem są przecież ułożone w równych rzędach instrumenty muzyczne: zwęglone przez mróz minionej zimy łodygi lebiody zwanej komosą białą przypominają skrzypce, a równie martwe łodygi żabieńca babki wodnej są trójkątem. Widzimy, jak grają poruszane przez wiatr. Tylko brodziec piskliwy, do śpiewu którego akompaniują mu te rośliny, pozostaje niewidoczny, przynajmniej dopóki coś nie zmusi go do wzbicia się w powietrze.

Dwusekundowy i powtarzający się dość nieregularnie śpiew brodźca piskliwego sprawia, że na bieżące zachowania wszystkich żyjących tu ptaków musimy spojrzeć pod kątem jakości jego dzieła. Kompozycja własna tego wielkiego duchem, choć

- 10 -

malutkiego ptaszka wyraża przecież jego radość z powrotu do swej małej ojczyzny po wielu miesiącach afrykańskiej odysei. Dlatego nie może ona brzmieć patetycznie, a właśnie żywo i radośnie. Nic więc dziwnego, że przypomina ona pierwsze frazy wielkich przebojów Beatlesów czy utworów Jimiego Hendrixa, a nie wielkich dzieł Bacha czy Mozarta.

Muzyka brodźca wydobywa na światło dzienne ukrytą gdzieś głęboko w zakamarkach zbiorowej podświadomości wspólnotę wszystkich mieszkańców jeziora. Dlatego właśnie brodziec staje się wodzirejem całego roztańczonego codziennością korowodu zwierząt wodnych, a jego śpiew – zwierciadłem ich nastrojów.

Tak więc monotonny i powtarzalny lot Orła Białego po ryby jest skrzydlatą wersją big – beatu. Golatki drobne także krążą między liśćmi rdestowca ostrokończystego w skocznym rytmie. Nawet młócenie skrzydłami powierzchni wody przez zdenerwowaną kaczkę krzyżówkę dziwnie koreluje z pieśnią trzcinowego artysty.

Na Jeziorze Bugaj mieszka jednak niemało zwierząt, którym to się nie podoba. Kaczki płaskonosy żerują pojedynczo specjalnie po to, by nic ich nie rozpraszało – nawet muzyka. Łabędzie uciekają na odległe groble tłumacząc to tym, że brodziec rzekomo przeszkadza im w wychowaniu potomstwa. Najbardziej jednak boli brodźca postawa rybitw białowąsych, które dokuczają mu jak mogą:

- „Przestań wreszcie fałszować, bo wszystkie żyjące tu ryby schowają się w głębinach i Orzeł Biały nie będzie miał co jeść ! ”

Rybitwy nie mają jednak tak niecnych intencji jak mogłoby się wydawać. To raczej element walki o zwycięstwo jednego z dwóch zupełnie różnych stylów muzycznych: indywidualnego z chóralnym. Gdyby rybitwom białowąsym udało się zagłuszyć śpiew brodźca, znakiem rozpoznawczym tutejszych jezior stałyby się nie indywidualne popisy wokalne, a właśnie ćwierkające rozmowy mew i rybitw.

Oczywiście brodziec piskliwy nie puszcza płazem zaczepek pod swoim adresem i decyduje się obnażyć braki techniczne rybitw w lataniu. Wzbija się więc do lotu, by za

chwilę kreślić precyzyjne figury geometryczne. Dobrze przy tym wie, że rybitwy tego nie potrafią.

Oto pełna godności riposta!

 


autor: Jarosław Roman
ostatnia modyfikacja: 2012-02-05




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (0):


komentarze  autor