Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. judipoker365.comBet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you casino malaysia enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you.

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. https://nhonhoi-newcity.vn/onlineslotsmalaysia/Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you. https://nhonhoi-newcity.vn/onlineslotsmalaysia/

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. https://nhonhoi-newcity.vn/Mobile_Slot_Game_Malaysia_Qtech_Playtech_Sportsbook_Poker/Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you https://nhonhoi-newcity.vn/Mobile_Slot_Game_Malaysia_Qtech_Playtech_Sportsbook_Poker/.

Viagra Malaysia treat erectile dysfunction with the viagra malaysia original ED treatment that has helped men feel confident in bed for decades. We’ll connect you with a licensed healthcare provider to evaluate if our prescription ED treatments could be right for you, including super-affordable generic Viagra viagramalaysiaofficial Viagra is an oral ED medication that works by suppressing an enzyme in the body called PDE5.

Playing online casino Malaysia through Alibaba33 online casino Malaysia can be a fun and rewarding experience for those who enjoy playing games for fun. trusted online casino malaysia alibaba33Bet on your favourite slots, live, sporting events and win big! If you enjoy sports, slots like Mega888 ewallet Alibaba33 online casino Malaysia has something for you.

Klub Literacki RUBIKON - Proza: Dzika Jura Krakowska - część 4
Klub Literacki RUBIKON
Klub Literacki RUBIKON

Dzika Jura Krakowska - część 4

 

Część czwarta.

 

Wśród nieożywionych gigantów.

 

1.

Na przeciwległych krańcach Jury Krakowskiej leżą dziś dwa samotne ostańce – Góra Garncarzy na północy oraz Rogożowa Skała koło Jerzmanowic.

Stosunkowo niedawno drogi ich utajonego życia całkowicie się rozeszły, ponieważ nie zostały one równomiernie obdarzone przez czas bogactwami na starość.

Kopulastą Rogożową Skałą zaopiekowały się najbardziej troskliwe pielęgniarki – brzozy, otaczając ją szczelnym pierścieniem z trzech newralgicznych stron.

W ten sposób zadbały one o to, aby czas nie rozmienił tej skały na drobne . Brzozy pozwoliły Rogożowej Skale kontaktować się ze światem zewnętrznym tylko od najbezpieczniejszej południowej strony, wystawionej na maksimum promieniowania słonecznego jedynie zimą. I to właśnie stamtąd przywędrowały rozmaite drobne rośliny, aby na bieżąco zasklepiać powstające w skale tej szczeliny.

Lecz sytuacja Góry Garncarzy jest nie do pozazdroszczenia. Zachodzące słońce koncentruje całą siłę uderzeniową swych promieni na najsłabszej jej stronie, śliwa tarnina bez przeszkód wciska się w najbardziej podatne na kruszenie szczeliny wapiennej konstrukcji, a las bukowy, choć w pełni korzysta z dobroczynnego

 

- 11-

 

działania wypłukiwanych ze skały związków chemicznych, nie chce lub nie potrafi osłonić jej przed ostrym wzrokiem słońca.

W tej sytuacji jedyną jej rozrywką jest śledzenie wydarzeń rozgrywających się na pobliskiej Pustyni Siedleckiej, które są dla niej bardzo ciekawe, gdyż skała ta w długiej historii swojej mezozoicznej świetności nigdy nie spotkała się z czymś podobnym.

2.

Za sprawą szczególnego układu skał otaczających ruiny zamku w Rabsztynie krajobrazem na wschód od Olkusza niepodzielnie włada magia. Przyroda nieożywiona kpi sobie zarówno z perspektywy jak i reguł czasoprzestrzeni – kotletowaty fantom pojawia się i znika co paręset metrów z szybkością filmowego kadru. A to przecież tylko kilka marnych skałek zapragnęło na starość wydać bal na cześć krajobrazu!

Co więcej, gdy docieramy na miejsce, okazuje się, że rozwiązanie zagadki przestrzennej jest zaproszeniem do kontynuacji czysto przyrodniczych przeżyć. Na ich głównego bohatera wyrasta dereń rozłogowy. Docenił on strategiczną wartość podnóża góry jako docelowego miejsca spływu wszystkich pierwiastków chemicznych pochodzących z rozkładu wapiennych skał.

Wyrzucił on w przestrzeń swe powleczone woskiem gałęzie o kształcie nóg olbrzymiego pająka – cerbera chroniącego dostępu do pnia. To klasyczna reklama, dzięki której drzewo gromadzi wokół siebie rośliny o wyrobionym smaku artystycznym, pragnące w oryginalności swych pomysłów dorównać rzucającemu wyzwanie.

Od tego momentu słońce zaczytuje się w księgach liści ciemiężyka białokwiatowego otwieranych i zamykanych wzdłuż nerwu głównego i wsłuchuje się w koncert basowo – skrzypcowy pępawy dwuletniej i biedrzeńców o pierzastodzielnych liściach nie zauważając nawet, jak chytrze zostało wyprowadzone w pole przez derenia. Teraz jego promienie nie docierają już do wszystkich zakamarków rabsztyńskiego wzgórza, a nowi osiedleńcy oczarowując słońce swą sztuką pilnują równocześnie, by zmiany te były trwałe.

3.

Główny masyw Sokolich Gór może się wciąż uważać za wielką potęgę, czego najlepszym dowodem jest wchłonięcie przezeń potężnego niegdyś zamku w Olsztynie. Nie można tego powiedzieć o żadnej ze skał sąsiednich, które bezkarnie pozwalają okaleczać się czasowi. On to dokonuje podkopów pod skałami, a następnie przetwarza pozostałości na przypominające pancerze żółwi płyty.

Takie struktury armie różnorodnych roślin pokonują już bez trudu, a następnie przekształcają je w wiszące ogrody ku uciesze turystów.

Opanowawszy dumne dawniej skały, rośliny utaczają ich wapienną krew, która wsiąkając w lotne piaski tworzy idealne środowisko życia dla chrabąszczy majowych oraz śledziennic skrętolistnych – roślinnych węży porośniętej rzadkim lasem sosnowym pustyni.

To początek tworzenia przez przyrodę planów przestrzennego zagospodarowania Sokolich Gór.

Obecnie udało się jej już wybudować tu piaskownicę dla trzyszczy i siodlarek stepowych, lotnisko z liści szczawiu rozpierzchłego z długimi pasami startowymi dla pluskwiaków oraz bazę hotelowo – noclegową dla jaszczurek zwinek.

 

 

- 12 -

4.

Masyw Góry Zborów oraz kwiat jaskra rozłogowego rosnący nad Rudawą łączy podobny kształt, dlatego oba te fragmenty przyrody tak łatwo znajdują wspólny język z owadami.

Struktury te przypominają bowiem tort ze świeczkami i każdy lubiący słodkości owad wierzy, że to jest tort. Jedyna różnica pomiędzy pojedynczym kwiatem jaskra a całą górą polega na materiale, z jakiego wykonane są same świeczki ( u jaskra z licznych pręcików, na Górze Zborów zaś z szeregu pionowo stojących skałek topiących się powoli w tyglu biohistorii ).

Jaskier rozłogowy z owadem w środku staje się wahadłem – owadzia wskazówka odbija się rytmicznie od ścianek płatków kwiatowej korony. Również na wysadzanym licznymi bakaliami kwiatów torcie Góry Zborów takie rzeczy się zdarzają, lecz dokładny czas mierzy się tam przeważnie średnią częstotliwością napadów bezkręgowych drapieżców na owadzich zapylaczy.

Część roślin, usiłując skrócić spowodowane tym duże przerwy w zapylaniu, a także chcąc oderwać się od przyziemnej codzienności, nawiązuje osobiste więzi z kilkoma wybranymi zwierzętami, zapraszając je do współuczestnictwa w swych alpinistycznych przygodach.

Liderami w dziedzinie sportów ekstremalnych są: piękna dziewanna austriacka o kwiatostanie w kształcie ostrego noża ( element przystosowania do wspinaczki po świecokształtnych skałach ), trawa zwana kostrzewą bladą oraz słynna przytulia krakowska. Ta ostatnia roślina zaczepia się czekanem swych korzeni o czarny porost zwany galaretnicą płodną i odtąd zmuszona jest wchłaniać w siebie ogromne dawki promieni słonecznych.

5.

Kompleks zwany Bramą Twardowskiego nie mógłby zachować się do naszych czasów bez znajomości przez wodę podstawowych kanonów geometrii. Centralnie usytuowany łuk triumfalny opiewający wspaniałość zamarłych dziś organizmów morskich posiada jedną główną oś symetrii przebiegającą przez jego środek oraz dwie osie drugorzędne przechodzące przez środki obu skalnych filarów łuku.

Do jego wnętrza wiodą skalne schody o stopniach leżących w tak równych odległościach od siebie, jakby woda odmierzała je jakąś przedpotopową linijką.

Ze środka geometrycznego łuku triumfalnego kapią kalcytowe łzy i w tej postaci zastygają w powietrzu. Niebieski duch wody mieszkający w pustkach skalnych zatrzymuje je w połowie drogi do ziemi, wydając im niesłyszalne, szemrzące rozkazy.

Woda uznała za konieczne oddzielenie od tworzącej się Bramy jednolitych bloków skalnych – magazynów pierwiastków chemicznych.

Niektóre z nich również są pięknie rzeźbione przez wodę używającą swej objętości jako dynamitu. Ale przede wszystkim woda dba o to, by w suchych okresach dziejów pierwiastki chemiczne były sprawiedliwie dzielone między licznych następców pierwotnych organizmów. Dlatego do dziś pozostaje obecna w niektórych strategicznie ważnych enklawach, formując w nich jaskinie.

Rośliny zielne, nie wyłączając nawet pionierskich traw i mchów, starają się nie przeszkadzać wodzie w pracy.

Poza nielicznymi wyjątkami nie podchodzą więc do jaskiń zbyt blisko i nie dopominają się potrzebnych do życia składników ( chyba że przygna je wiatr ).

 

 

 

- 13 -

6.

Jaskinia Wierzchowska Górna pragnie dziś uchodzić za enklawę braku przemocy. Udziela ona wprawdzie azylu grzybkowatemu drapieżnikowi – podkowcowi małemu – ale pod warunkiem, że nigdy nie zobaczy go w akcji!

Woda opiekująca się tutejszym wapieniem uważa za wielką niesprawiedliwość samo choćby nikłe prawdopodobieństwo, że jakiś organizm istnieje tylko po to, by kiedyś pogrążyć się w niebycie.

Utrwala więc na jednym ze sklepień mezozoiczną jaszczurkę, rozkazując związkom żelaza namalować jej wizerunek. Jaszczurka ta niestety jako jedyna oparła się presji mijających epok – pozostałe organizmy bądź to rozpłynęły się w otchłani czasu, bądź zasiliły unikalną podziemną wystawę.

Woda pokazuje turystom z dumą największe swe osiągnięcie twórcze – kotły wirowe. Mają one postać kolistych kręgów na sklepieniu jaskini. Świadczą one o tym, że w wapieniach tli się wciąż silny płomień życia. Aby więc w takim środowisku woda mogła w ogóle odcisnąć swój ślad, musiała najpierw sama pocierpieć tak jak organizmy żywe w momencie gdy stawały się przyrodą nieożywioną. Woda wirowała więc w kółko w ciasnych tunelach, raz po raz wstrząsana konwulsjami.

Lecz dzieła zmuszające do refleksji cieszą przeważnie koneserów. Dla mniej wybrednych wystarcza przypadek, który niechcący zamienia się w piękno.

Czymś takim jest stalagnat – miejsce spotkania węglanu wapnia i jego lustrzanego odbicia. Stalagnat upodabnia więc Jaskinię Wierzchowską Górną do wspaniałej rezydencji, gdyż tworzy charakterystyczną arkadę łudząco podobną do arkad wawelskich czy zamku w Pieskowej Skale.

7.

Już w chwili wyłonienia się Góry Grodziec z błękitu horyzontu zabrzmiał z jej wnętrza hymn na cześć przemijającego czasu i samotności w bezkresnej przestrzeni.

Na jej obliczu odmalowała się zaś cała gama uczuć: od rozpaczy, że coś bezpowrotnie minęło poprzez ciekawość, jak ten świat wygląda dziś aż po poczucie misji ochrony zagrożonych gatunków roślin ( karmnika kolankowego, listery jajowatej i rozchodnika wielkiego ).

Dzięki pomocy czynników atmosferycznych i wielowiekowych zaburzeń w skorupie ziemskiej, uczucia te zbiegają się w jednym punkcie przypominającym wizerunek ducha, z którego prostopadle do podłoża wypływa czarna, skamieniała rzeka manganu. Rzeka ta żłobi w skale głęboki korytarz zakończony typowo jurajskim motywem architektonicznym.

Otoczenie stara się oswoić samotną skałę z dokonującymi się przez wieki zmianami, dlatego wyposażyło ją w pseudoobrotowe oko. Oko to, oglądane pod różnym kątem, pozornie zmienia swój kształt. Może więc być bulajem na statku, plamką na odwłoku owadziej larwy lub nawet rysunkiem przedstawiającym postać.

W konkretnej rzeczywistości epoki plejstoceńskiej, w której istniejemy i my, skale tej, przyzwyczajonej do klimatu tropikalnego, musi być zimno, dlatego okrywa ją futro z trawy zwanej ostnicą włosowatą.

 

 

 

 

 

 

- 14 –

 

Część piąta

 

Nieco egzotyki.

 

1.

Przyroda Jury Krakowskiej wciąż nie jest do końca pogodzona ze zmianami, które zaszły tu od ery mezozoicznej. Najchętniej wróciłaby do swoich korzeni, czyli do okresu, gdy w tutejszych morzach żyły organizmy wapieniotwórcze, a skrawki lądu porastała tropikalna roślinność.

Wiele z uwięzionych obecnie w skałach organizmów pragnęłoby zrzucić z siebie krępujące je okowy. Dobrze jednak wiedzą, że jedyną szansą na jakikolwiek postęp w tej dziedzinie jest utrzymanie przez nie ścisłej kontroli nad wodą opadową.

Okazuje się bowiem, że woda ta zachowała w sobie pamięć o tropikalnych czasach, toteż w miejscach jej podziemnego wypływu wyrastają czasem rośliny przypominające wyglądem te ze współczesnych tropików.

Tam gdzie skałom wapiennym udało się aż do dzisiejszych czasów utrzymać szczególnie bliskie więzi między sobą, zachował się pseudotropikalny krajobraz.

2.

W Sokolich Górach współpracujące ze sobą skały próbują sprawić, by konwergencja tutejszych kwiatów do tropikalnych ryb i koralowców rozciągała się nawet na obszary piaszczyste. Właśnie dlatego obok sosnowego lasu rosną tu pigwowce odmiany alpejskiej o tępo zakończonych liściach.

W tym wspaniałym zakątku Jury Krakowskiej stała się jednak rzecz o wiele ważniejsza – oto polodowcowa pustynia przyznając, że jest elementem obcym dla mezozoicznej kultury tych gór obiecała skałom wapiennym pomoc w dziele odtwarzania tamtej epoki. Symbolem współpracy pustyni ze skałami stała się roślina podobna do roślin suchych tropików, szczególnie w okresie wiosennym – róża sina.

Oba te krzewy, skazane na bliskie sąsiedztwo, po okresach krótkich nieporozumień spowodowanych walką o wodę, podają sobie korzenie na zgodę.

Ubocznym efektem przywracania ducha minionych epok jest pojawienie się zwierząt o powiększonych rozmiarach i agresywnych zamiarach, co oczywiście nie może się podobać pozostałej żyjącej tu faunie, zmuszonej do podjęcia z nią śmiertelnych zmagań.

Najgorzej wychodzą na tym trzmiele, bowiem udaje je powiększona ich kopia – brzmik cicholot. Owad ten, wypatrzywszy gniazdo trzmiela, siada przed nim i waruje jak pies, dysząc niecierpliwie odwłokiem, gdyż nie może doczekać się opuszczenia gniazda przez prawowitego właściciela. A gdy to już nastąpi, sobowtór trzmiela czyni prawdziwe spustoszenie wśród jego larw.

3.

Na jurajskich piaskach las tworzą sosny, a na obszarach wapiennych – buki.

Gdy między oboma tymi drzewami rodzą się konflikty, od razu łagodzi je brzoza. Te niezwykle proste zasady współistnienia ulegają na Górze Zborów całkowitemu zniekształceniu. Góra nie potrafi przecież sterować dopływem promieni słonecznych do swego podnóża, dlatego padają one chaotycznie i przypadkowo.

Fakt ten staje się główną przyczyną powstania lasu z leszczyną jako drzewem lasotwórczym. To las punktowych niespodzianek, w którym najpospolitsze gatunki krajowe przeplatają się z gatunkami tropikopodobnymi. W jego runie spotyka się

 

- 15 –

 

miniaturowe „palmy” – driakwie żółtawe rosnące razem z maleńkimi pseudosagowcami – biedrzeńcami odmiany pierzastosiecznej.

Natomiast czartawa pośrednia, wyrastając ponad całe to pozerskie towarzystwo, już z daleka ukazuje turystom drogę do tych wytworów zabłąkanych słonecznych promieni – psotników.

Łącznikiem między tą egzotycznie wyglądającą kępą runa leśnego a wydrążoną przez wodę w największej z całej grupy tortopodobnych skał czarniawą pustką jest motyl jak kwiat tropikalnej orchidei – płomiennoczerwony czerwończyk dukacik.

4.

Zobowiązujące określenie „polska amazonka” oznacza, że jeden z fragmentów Jury Krakowskiej całkowicie upodobnił się do tropikalnej puszczy.

Jest to Ojcowski Park Narodowy. Począwszy od swoich obrzeży aż po najgłębsze jaskinie rzeczywiście wygląda on dokładnie tak, jak na filmach o dżunglach: wszędzie wyczuwalna wilgoć zmieszana z zapachem jodłowych igieł, zwarty gąszcz bukowych koron, galasy na krzewach przypominające miniaturowe wieżowce, chrzęszczące pod nogami zbutwiałe liście. Między ciemnością a ciemnością drobne zwierzęta zamieniają się w ledwo wyczuwalne ruchy powietrza lub napięcia błon powierzchniowych cieków wodnych.

Bardzo bogata sieć rzeczna Ojcowa naszpikowana roślinnymi ozdobami nieustannie zmienia swój wygląd – raz ma postać długich kanionów, innym razem diabelskiego młynu. Czas nie pytając wody o pochodzenie czy aktualnie prowadzony przez nią tryb życia rozprowadza ją równomiernie po całym parku. W takich warunkach kwitnie wapienna cywilizacja, której apogeum rozwoju wprawdzie już minęło, ale jej dotychczasowy dorobek nieustannie zadziwia każdego turystę.

Piramidy wznoszone na cześć Słońca przypominają podobne dzieła indiańskich plemion. Można je jednak odkryć zapuszczając się głęboko w ojcowską dżunglę, tak jak i tarasowate skalne poletka indiańskich rolników.

5.

Każda jurajska paproć, ze swym skomplikowanym labiryntem liści głównych, drugo – i trzeciorzędowych wygląda egzotycznie. Labirynty te dostosowane są do konkretnych krajobrazów, które umieją je rozwikłać.

Takimi właśnie paprociami usiana jest droga na szczyt Góry Zborów. Biorą one przykład z doskonale widocznej z daleka, wyniosłej czartawy pośredniej i wygrywają krajobrazową konkurencję z upodabniającymi się do nich krzewinkami poziomek, a skały użyczają im odpowiedniego tła, by jak najwięcej organizmów mogło oglądać na żywo ich ostateczny triumf.

Na obszarze wyglądających zupełnie swojsko i raczej pustynnie Lasów Olkuskich istnieją miejsca z całkowicie zdominowanym przez paprocie ( nerecznice i orlice ) runem o wysokości niewielkich krzewów!

Tym niemniej paprocie te sprawiają wrażenie elementu całkowicie tu obcego, ostro odcinającego się na tle polodowcowego krajobrazu, który absolutnie nie ma zamiaru połknąć bakcyla egzotyki.

6.

Na terenie Jury Krakowskiej polodowcowa teraźniejszość i mezozoiczna przeszłość spotykają się ze sobą w konkretnej rzeczywistości XXI wieku.

Tylko w rzadkich przypadkach oba te światy umieją ze sobą współpracować. Najczęściej, jak na przykład w Złotym Potoku ostro odgradzają się one od siebie –

 

- 16 –

 

jakieś sto metrów od skalnego muru pozornie nic nie znacząca bruzda odcina czarnej jagodzie i brusznicy dostęp do konwalijek i kosmatek.

Ten dwupostaciowy świat jest więc egzotyczny zarówno dla europejskiego jak i pozaeuropejskiego turysty.

 

 

 

 


marzec 2008 r.


autor: Jarosław Roman
ostatnia modyfikacja: 2012-02-05




Ta praca należy do kategorii:




Średnia ocena pracy to:
Ilość głosów: 0

Zaloguj się aby mieć możliwość oceniania prac.



Komentarze (0):


komentarze  autor